Idealny Plan


Miałam plan. Plan był Idealny.
Szkoła, studia, praca, mąż, dziecko i pełnia szczęścia. Sielanka.

Plan się poplątał.
Kilka złych wyborów, kilka nieudanych przedsięwzięć i Plan trafił szlag.
Ale mimo to było dobrze.
Studia, praca i mój przyszły mąż - zwariowany okres w życiu. Ale jakże szczęśliwy, jaki ekscytujący. To przez Niego Plan się posypał. To nie On miał być mężem. Nie taki był Plan. Ale pojawił się, zakręcił moim światem. Sam był moim światem. I choć wielu mówiło NIE trwałam przy swoim. Chociaż sama wiedziałam, że to nie tak miało być, że to nie miał być On - trwałam w tym błogim śnie. I obstaję przy swoim nadal, pomimo wszystkich niemiłych słów, pomimo szeptów za plecami. Pomimo tego, że przecież nie taki był Plan.

Ciąża. Przed ślubem! Och, i znów nie tak miało być. A żeby było śmieszniej świadomie podjęliśmy decyzję o dziecku - przed ślubem. Choć wiedzieliśmy, że chcemy i dziecka i ślubu znów zrobiliśmy wszystko na opak.

I ułożyłam sobie nowy Plan Idealny. Ciążą - radosny czas oczekiwania na słodką kruszynkę. Miał być najszczęśliwszy okres w moim życiu zakończony pomyślnym rozwiązaniem. Tak, do porodu też miałam Plan. Będzie w terminie, przy znieczuleniu, siłami natury. Rodzinny - o tym marzyłam.
I znowu Plan trafił szlag...
Sama ciąża przebiegała wzorcowo, idealnie. Ale moje samopoczucie daleko odbiegało od ideału. Krótko mówiąc znosiłam ciążę źle. Fizycznie i psychicznie. Po 6 miesiącach miałam już na prawdę dość. Przyszedł 1 października 2013 roku - termin planowych narodzin Lidii. Długo wyczekiwany i planowany. I.... nic. Do szpitala trafił mąż i teść. A ja? Z mijającym terminem porodu i telefonami - "czy to już?" oglądałam 'Porodówkę' w pustym łóżku (miałam dziwną fazę na ten program przez całą ciążę) i nosiłam mężowi obiadki do szpitala. Nawet przechodzenie połowy miasta w tę i z powrotem codziennie nie przyspieszyło porodu.
A przecież nie taki był Plan.
W końcu 10 dni po terminie pojawiła się Lidia. I znów nie tak. Poród wywoływany, koniec końców zakończony cesarskim cięciem, dziecię pokazane i zabrane. Córkę zobaczyłam po 5 godzinach. A przecież miałam ją tulić zaraz po porodzie a nie leżeć w izolatce trzęsąc się i nie czując 80% ciała!

Noc przed przeniesieniem na salę ogólną w połowie spędziłam na rozmyślaniach. Dopadł mnie nagły strach. Ok, mam dziecko, ale... co teraz? Panika, jak ja dam sobie radę i tona wylanych łez, bo jaką złą jestem matką, skoro się boję. Ale łzy wyschły, strach minął i ułożyłam sobie nowy Plan. Kolejny Plan Idealny.

Karmienie? Pierś i tylko pierś! Bo to najlepsze, najzdrowsze i jeszcze tą tą, więź z dzieckiem buduje (oj głupia Ty, a inaczej więzi z córką nie nawiążesz? Puknij Ty się!). A jaka oszczędność! Karmić będę ile wlezie (a raczej ile wylezie), jak długo tylko pokarm będę miała. - Uhm, jaaasne. Karmiłam około dziesięciu miesięcy.
A jak to ja ćwiczyć będę! Zaraz po porodzie! - Helloooo! A cesareczka to co? Chyba sobie poczekasz. Dacie wiarę, że dopiero teraz ruszyłam cztery litery? o.O Noo, a taki był piękny Plan.

Założyłam z góry, że będę matką idealną. Naczytałam się, nasłuchałam, własne wnioski wyciągnęłam.

Lidia będzie spać w swoim łóżeczku.
Spacer dzień w dzień choćby gradem sypało.
W życiu na dziecko swoje głosu nie podniosę.
Nie rozpieszczę swojego dziecka (no, nie za bardzo :P )
Nie będę jedną z tych mam, które użerają się w każdym sklepie z krzyczącym, tupiącym i tarzającym się po podłodze dzieciem - bo nie dostanie 1256-go pluszaka. Hell No!
Moje dziecko nie uderzy mnie.
Nie wysypie koleżance wiaderka piasku za koszulkę.
Będzie potrafiła rozróżnić przestrzeń rodziców od jej przestrzeni.

A jak ma się do mojego Planu rzeczywistość? Nijak. Nie jesteśmy idealni, chociaż byśmy się nie wiem jak bardzo starali. Nie będziemy. Ani my, ani nasze dziecko, ani żaden z Planów które sobie ułożymy.

Lidia śpi ze mną.
Spacery są uzależnione od pogody.
Przyznaję się bez bicia - krzyknę na Lidię, kiedy już cierpliwość ostatecznie się ulotni.
Rozpieściła się w sumie chyba sama.
Prawie każda wizyta w sklepie kończy się wrzaskiem - bo ona koniecznie chce sobie kupić buraka! o.O I jej zdanie jest najważniejsze.
Lidia lubi mamę uderzyć. Chyba uważa to za jakąś formę zabawy, bo przeważnie ją to cieszy. I choć staram się jej to jakoś spokojnie wyperswadować, ona i tak robi swoje.
Dzieci w piasku? A po co tu one! Ta oberwie łopatką, tego obsypię piaskiem i od razu więcej miejsca. A Ty tam matko przepraszaj za mnie.
Zabawki Lidii? Są wszędzie. Dosłownie. I nie tylko zabawki. Ostatnio znalazłam ziemniaka w szafce z ubraniami o.O
Lidia wie lepiej, Lidia robi lepiej. Mama się nie zna i jest tylko od dawania jedzenia i podcierania tyłeczka.
Taka Zosia Samosia. Prawie.

Czekam na bunt.
W sumie już jest...
No to na porządną rozpierduchę.

I nie układam kolejnego Idealnego Planu. Bo znów taki nie będzie - przynajmniej w realizacji. Bo dlaczego wszyscy i wszystko ma się dostosowywać do mnie? Do tego, co sobie ubzdurałam? To ja muszę się nauczyć podporządkowywać rzeczywistości. Nie naginać jej pod swoje widzimisię.






Bo Ona też jest człowiekiem. I będzie miała swoje humory, czy mi się to podoba, czy nie. Bo ja też mam swoje. Będzie poznawać świat po swojemu. Jeżeli będzie musiała uderzyć w coś, żeby się lepiej poczuć, to niech uderzy (byle by to nie był ktoś). Jeżeli będzie musiała krzyknąć, żeby sobie ulżyć - niech krzyczy. Jeżeli będzie miała po prostu zły dzień - niech jęczy. Niech się ze mną nie zgadza - ma prawo do własnego zdania. Niech się uczy świata po swojemu. A ja zacisnę żeby i przez to przebrnę. W końcu jestem matką a Ona całym moim światem.
Z czasem się wszystkiego nauczy, pojmie więcej rzeczy. Zrozumie dlaczego mama zakazuje i nakazuje.

Nie będę planować jej życia. Będę obok. Zawsze. Będę pomagać poznawać świat. Będę uczyć wszystkiego, co tylko potrafię. Będę wspierać, pocieszać, ocierać łzy, opatrywać stłuczone kolana. Będę się z nią śmiać, smucić i płakać. Będę podnosić po upadku i gratulować sukcesów.
To jest mój Plan. I nie musi być Idealny.
Ważne, że wiem, że ten się uda. Bo zakłada ni mniej ni więcej  jak pełnię matczynej miłości.

A Ona ułoży swój Plan Idealny. I życzę Jej, żeby się spełnił. Choć postaram się uświadomić Jej, że rzeczywistość często wygląda inaczej, niż byśmy sobie tego życzyli. Będzie mądra, będzie się uczyć na błędach. I może któregoś dnia spełni się jej Plan Idealny.







Lidia:

bluzka - ZARA
spodnie - C&A
buty - CCC
spinka - ALLEGRO


ETYKIETY: , , , , ,

Zobacz też:

6 komentarze

  1. śliczna córeczka

    Zapraszam serdecznie do mnie na nowa notkę,
    tym razem coś o moim mż
    http://iamemilia.blogspot.com/2014/05/stylazacja-mojego-meza-1.html

    OdpowiedzUsuń
  2. A tam Plan, a Lidia śliczna :)
    Chociaż ja też na wielu polach poległam: zdarza mi sie (ostatnio niestety coraz częsciej) krzyknąć na Polkę, zabawki są wszędzie, śpi czasem z nami (teraz zmieniliśmy łóżeczko i dlatego), jest rozpieszczona na maxa, Ale przy tym jest najsłodsza na świecie, kocham ją i wiem, że to był dobry Plan :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też miałam plan , upadałam i podnosiłam się wszystko wynagradzają dzieci :) . Cudna ta Twoja księżniczka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. urocza Dziewczynka :*

    Ps. witamy w blogowym świecie :)
    K&K
    http://islandofflove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny, mądry post. I ja zawsze chcę mieć wszystko zaplanowane, ale życie wiele razy pokazało mi, że nie zawsze tak się da. I czasem jest wielkie zaskoczenie, ale potem człowiek nabiera dystansu, a na końcu okazuje się, że wszystko jest po coś, że widocznie tak miało być. Masz mądre podejście do życia, do wychowywania swojej córeczki. Świetny blog!

    OdpowiedzUsuń

Zajrzyj do Life and Chill