You know nothing - Cesarskie Cięcie


Na forach internetowych, facebooku, w blogowych wpisach roi się od okołoporodowych tematów. Ale jeśli myślicie, że kulturalnie porozmawiacie tam z innymi mamami, wymienicie się własnymi doświadczeniami lub podbudujecie kobiety czekające na poród, to mylicie się. Jeżeli uda Wam się znaleźć temat nie ociekający żółcią - gratuluję, bo ostatnio o takie ciężko.


http://polki.pl/we-dwoje/p/a_i/52/20/4/27380/b/b_1_27380.jpg

Jakiś czas temu na pewnej grupie facebook- owej młoda dziewczyna będąc przed porodem zapytała mamy o doświadczenia z porodu naturalnego i cesarki chcąc otrzymać jakieś wsparcie i odpowiedzi, które może przybliżyłyby jej to, co ją czeka. Dziewczyna miała pewnie nadzieję, że znajdzie się kilka mam, które podniosą ją na duchu, może pomogą się psychicznie przygotować do porodu. Hell no! Oczywiście wywiązała się kłótnia. A dlaczego? Bo znalazło się kilka mam zdrowo najeżdżających na poród przez cesarskie cięcie.

Jakie mają argumenty?
Otóż kobieta taka jest zdecydowanie wygodnicka - po co ma się męczyć kilka, kilkanaście, czy kilkadziesiąt godzin, kiedy rach - ciach położy się stół i wyjmą dzidziusia.
Oraz "nie wiesz co to ból!" - tak jak wyżej  - nie rodziłaś przez dwa dni? You know nothing!

Hmmm... Nooo tak..

Weźmy więc pod lupę cesarskie cięcie wykonane z konieczności. Za przykład weźmy mój poród.
Dziesięć dni po terminie - skurczy brak. Godzina 8:00 podłączenie kroplówki z oksytocyną. Gdy tylko pierwsza kropla wpłynęła w moje żyły zaczęły się skurcze, zaczęło mnie boleć. Do wytrzymania, ale z minuty na minutę ból stawał się coraz mocniejszy. Nie mogłam usiąść, nie mogłam wstać, nie mogłam sobie ulżyć. Nie zagłębiając się w szczegóły pod oksytocyną leżałam do około godziny 13. Przez pięć godzin doszłam do rozwarcia 4 cm. Wpuszczono mojego męża, poszłam się wykąpać, pozwolono mi chodzić. Chodziłam może przez 5 minut po czym dostałam znieczulenie ( tak, taka jestem zła!) i znów oksytocynę. Po godzinie 14 wylądowałam na sali operacyjnej.
Dlaczego?
Lidia była owinięta pępowiną. Zaczęło jej spadać tętno - zwyczajnie dusiła się. Rozwarcie wciąż 4 cm, nic się nie posuwało do przodu, a życie mojego dziecka było zagrożone.

Droga wszystkowiedząca mamo cierpiętnico, co wg Ciebie powinno się wtedy stać? Powinnam dalej rodzić "siłami natury"? Wiedząc że dojście do 4 cm zajęło 5 godzin, a moje dziecko się dusi powinnam czekać? 
NIE!
Wiesz jakie to uczucie widzieć na monitorze ktg  gwałtownie spadające tętno dziecka? Słyszeć te alarmujące piszczenie aparatu?
Dziękuję całemu zespołowi za szybkie podjęcie decyzji i przeprowadzenie cesarskiego cięcia.
Dziękuję za to, że moje dziecko żyje i urodziło się zdrowe.

A więc, czy poród przez cesarskie cięcie ( nie na życzenie) jest wygodnicki?
NIE!
Czy matka, której dziecko przyszło na świat przez cc nie wie co to ból? Nie wie co to poród?
NIE!

W większości przypadków cesarskie cięcie wykonywane jest z przyczyn medycznych. Takich przyczyn jest od groma, nie będę ich wszystkich wymieniać. Głównie jest to zagrożenie życia lub zdrowia dziecka lub matki. Wiele matek chce urodzić naturalnie, jednak nie jest im to dane. Nie dlatego, że są wygodnickie, ale dlatego, że podczas porodu doszło do komplikacji, lub stan zdrowia matki czy dziecka nie pozwala na przeprowadzenie porodu naturalnego.

PORÓD przez cesarskie cięcie, to operacja, ale to również poród! I nie zapominajmy o tym. Ja po porodzie 'zostałam uświadomiona' przez położną, że cc zostało przeprowadzone z mojej winy (do tej pory nie wiem, o co babie chodziło). Następnie inna położna na pierwszej wizycie w domu powiedziała mi coś w stylu: "Pani musi sobie uświadomić, że Pani nie urodziła dziecka. Pani miała operację."
Owszem, to że przeszłam operację, to prawda. Ale nigdy nie zgodzę się z tym, że ja nie urodziłam swojej córki. Poród, jakikolwiek, to poród. Koniec i kropka. Szkoda tylko, że zajęło mi trochę czasu i wylanych łez żeby to zrozumieć. Nieoceniony był tu też mój mąż. On był lepiej informowany przez lekarza podczas porodu i to on mi dopiero wytłumaczył, że nie było w tym mojej winy, a położną chciał wyrzucić z domu.

"Nie wiesz nic o porodzie! Ja to rodziłam 27 godzin w strasznych bólach i na koniec pękłam".
Wiele porodów zakończonych cesarskim cięciem zaczyna się naturalnie. Czasami kobieta ląduje na stole operacyjnym po dwóch, pięciu godzinach, ale zdarzają się takie przypadki, że kobieta męczy się kilkanaście godzin zanim lekarze orzekną o cc.

A co potem?
Kiedy już wyjmą nam dziecię z brzucha zabierają je. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Położne pokazały mi Lidkę z daleka, nie mogłam jej nawet pocałować. Zabrały ją. Tyle tylko, że wiedziałam, że tam czeka na Nią tata. Ja zobaczyłam swoje dziecko dopiero w nocy. A marzyłam o tej chwili, kiedy położą mi Lidkę na piersi i kiedy tata przetnie pępowinę.
Zabrali, a ja nie mogłam wstać.
Nie wiem nic o bólu?
Nie no jasne, w końcu tylko rozcięli mi brzuch. Przecież to nic. Na następny dzień można już biegać i skakać.

Drogie mamy.
Pamiętajcie - KAŻDY PORÓD JEST INNY!
Dla jednych z Nas kończy się cc, inne rodzą naturalnie.
Dla jednych poród jest najszczęśliwszą chwilą w życiu, a dla innych traumatycznym przeżyciem.

Czy naprawdę aż tak ważne jest to w jaki sposób na świat przyszło nasze dziecko? Czy nie jest ważniejsze to, że jest?
Mamo, która rodziłaś naturalnie kilkanaście godzin - gratuluję i podziwiam Cię. Ale nie rób z siebie cierpiętnicy plującej jadem na inne matki, które rodziły 2 godziny, albo przez cc.
Co Ci to daje?
Naprawdę lepiej się przez to czujesz?

Mamo, która urodziłaś przez cesarskie cięcie - gratuluję Tobie również. I apeluję, nie czuj się gorsza! Bo w niczym gorsza nie jesteś! I pamiętaj, Ty też urodziłaś swoje dziecko i niech Ci nikt nie wmówi, że jest inaczej!


Moje drogie, jak to było/jest z Wami? Zostałyście kiedyś skrytykowane za taki a nie inny poród?


ETYKIETY: , , , ,

Zobacz też:

22 komentarze

  1. Wkurzają mnie te wszystkowiedzące matki. Wydaje mi się, że to zakompleksione kury domowe, próbujące się podbudować cudzym kosztem. Ja rodziłam naturalnie, chociaż nauczona doświadczeniem pierwszego porodu, za drugim i trzecim razem prosiłam o CC. Nie pomogły tłumaczenia, że się boję, że mam traume... Lęk przed porodem zepsuł mi cały okres ciązy. Ot i co. Jak napisałaś- poród to poród. To, w jaki sposób się urodziło dziecko nie jest powodem do szufladkowania matek na lepsze i gorsze! Moja sąsiadka urodziła naturalnie, powiedziałby ktoś- dobra matka. Taaaa, pijaczka, latawica, a dzieci głodne chodzą. No

    OdpowiedzUsuń
  2. W moim przypadku akurat było szybko i prawie bez bolesnie
    4 dni po terminie bez skurczy
    kroplówka z okscytocyną i przez 5h lezałam zadnych bóli a rozwarice juz dosc duze
    wkońcu o 21.50 zaczeło się zaczely sie skurcze trwały nie całe 10 min i juz mała była na świecie
    poszło gładko i dziekuje za to :)
    A wszystkim mamą ktore maja cesarke i ciezkie ciągnące sie porody strasznie współczuje !
    Pozdraiwam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też miałam cesarkę. Powód? Brak postępów porodu (po 6 godzinach od odejścia wód, rozwarcie na 1 cm i brak możliwości podania oksytocyny z powodu wysokiego ciśnienia) oraz moja reakcja uczuleniowa na podany lek. Lekarze podjęli natychmiastową decyzję o cc za co jestem im ogromnie wdzięczna. Sama cesarka była jednak traumatycznym przeżyciem bo zaczęto rozcinać mój brzuch zanim znieczulenie zaczęło działać (oj tak, na pewno nie zaznałam bólu). Najważniejsze jednak jest to, że dzięki szybkiej reakcji personelu szpitala synek urodził się zdrowy i wszystko dobrze się skończyło :) Ale przecież jestem taka zła i wygodnicka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zdanie "Ty nie urodziłaś, tylko Ci go wyciągnęli" też usłyszałam. Co najgorsze - od męża.

      Usuń
    2. O jejku. Bardzo współczuję. Po pierwsze lekarzy. Nosz kurde nie przesadzajmy, znieczulenie działa szybko, można było tą chwilę poczekać :/ a nie kroić żywcem...
      Po drugie współczuję reakcji męża... Tego, który to powinien Cię wspierać i za rękę trzymać :/ mój mąż sam chciał prosić o cesarkę, bo nie mógł patrzeć jak się męczę...

      Usuń
  4. Miałam cc. Decyzja była podjęta 4 dni przed terminem porodu. Całą ciążę myślałam tylko o porodzie naturalnym, a tu psikus :) było ciężko, 4 dni w szpitalu, gdzie niektórzy lekarze traktowali mój przypadek jak cesarka na życzenie. Wiele wylanych łez, duże rozczarowanie. Ale dzięki temu mam zdrowego, prawie rocznego synka. Dziękuję mojej lekarce, że podjęła taką decyzję. Mimo wszystko mam wrażenie, że cc odebrała mi wiele przeżyć i radości. Matuś był przy mnie tylko minutę, mąż na korytarzu. Nie mieliśmy chwili tylko we troje bo od razu wylądowałam na zwykłej sali. I nie potrafię powiedzieć "urodzilam go"... Mówię "urodził się przez cesarskie cięcie"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro. Ja sobie w końcu uświadomiłam, że urodziłam córkę. Ale też chciałam żeby to zupełnie inaczej wyglądało. Miało być naturalnie, mąż miał trzymać za rękę, a po urodzeniu małej chciałam właśnie tej chwili we troje. Wyszło jak wyszło. Ale będę się trzymać tego, że urodziłam.

      Usuń
    2. Mi to jakoś w psychice siedzi. Ale już jest coraz lepiej :)
      W szpitalu strasznie zazdroscilam dziewczynie z łóżka obok. 3h po porodzie śmigała aż miło było patrzeć. I bez problemu mogła obrócić się na łóżku, a ja ledwo wstawałam.

      Usuń
  5. A ja posunę się nawet do tego, że uważam, że jeżeli kobieta chce mieć cc na własne życzenie, to niech ma. takie komentarze "matek polek" tylko mnie denerwują, bo pisząc o tym, ze godziły przez 27 godzin pyszniąc się przy tym jest żenujące. Bo ona rodziła, bo ją bolało, więc ona ma teraz prawo osądzać innych. Ja przez pierwsze miesiące chciałam cc, w połowie ciąży jednak zadecydowałam, że jednak chcę urodzić naturalnie. Mój lekarz dał mi wolną rękę i chwała mu za to. Zawsze na skierowaniu mógł napisać, że za wysokie ciśnienie, że wada wzroku za duża. Jednak on postawił mi decyzję. ucieszył się jednak, kiedy mu powiedziałam, ze chcę rodzić sn. Zastrzegł jednak, ze w moim przypadku może się skończyć i tak operacją, bo ciśnienie miałam mocno za wysokie.
    I uważam, że jeśli kobieta chce urodzić cc przez wygodę chociażby (chociaż patrząc na kobiety po cc, wcale tej wygody nie widziałam) to niech rodzi. Wiele kobiet przeraża ból porodowy (i słusznie). ja dałam radę, ale wyzywałam tak, że uszy więdły. Nie każda kobieta chce nawet spróbować... I ja to szanuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie mam nic przeciwko cc na życzenie. Decyzja matki. I wcale nie czyni to z niej gorszej matki. Mnie poród przerażał tak, że co którąś noc płakałam ze strachu - mam bardzo niski próg bólu i bardzo się go boję, ale chciałam urodzić naturalnie. A jeszcze jak się biedna kobieta nasłucha mrożących krew w żyłach historii (bo po co ją podnieść na duchu?) to nic dziwnego że jest tak przerażona, że prosi o cc. Ja podziwiam kobiety które rodziły naturalnie przez wiele godzin, bo mi nie dane było tego przeżyć, ale aż mnie obrzydzają wypowiedzi "co to nie ja", "patrzcie i podziwiajcie"..

      Usuń
  6. U mnie przed terminem 8 dni, zaczęło się samo, doszłam do 7-8 cm bardzo szybko, ale podobnie jak u Was- zaplątana w pępowinę i cc, ale pod narkozą, bo za późno już było na inne znieczulenie. Więc nawet pierwszego krzyku nie usłyszałam, nie zobaczyłam pierwsza :( I też dziękuję ordynatorowi, ze Polka jest cała i zdrowa, bo dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że gdyby się uparł i zwlekał to Polka mogłaby być bardzo niedotleniona. Dużo czasu nie było, sam ordynator mówił, ze nieźle mu ciśnienie podniosłyśmy, ale podjął szybko dobrą decyzję. Nigdy nie zapomnę tej szybkiej jazdy przez korytarze z porodówki na salę operacyjną. Nie życzę żadnej mamie, tak martwić się, co się stanie z dzieckiem. A pierwszym pytaniem po obudzeniu się było czy z Małą wszystko ok. Na szczęście tak.

    Ostatnio byłam u gina pytając, co w razie drugiej ciąży, jaki poród. Można próbować naturalnie, ale minimalne nawet komplikacje i tną. Sam mnie zapytał czy warto ryzykować i się męczyć, skoro i tak prawdopodobnie zakończy się cięciem.

    To poważna operacja, też ból i dochodzi się do siebie troszkę dłużej, ale tak- urodziłam swoje dziecko.

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdy ktoś mi zarzuca, że nie urodziłam (CC) - odwołuje do słownika języka polskiego. Urodzić - wydać na świat potomstwo. Dyskusja się kończy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja byłam krytykowana niejednokrotnie, że... rodziłam naturalnie, że bez znieczulenia, że w tym szpitalu (który dla mnie najlepszy na świecie), że karmię piersią, że tak długo, że siedzę z dziećmi. Rodziłam córkę kilkanaście godzin, kilka godzin tkwiła w kanale rodnym wyziębiona ze spadającym tętnem, na znieczulenie za późno, na cesarkę za wcześnie (choć z bólu darłam się o jedno, drugie i o szybkie zejście z tego świata też, byleby z córeczką było wszystko dobrze), poród był koszmarny jak nie wiem, ale radość gdy dostałam ją na brzuch niesamowita, nacięte krocze of course, no i ból jak cholera, rana niewątpliwie mniejsza i innego rodzaju niż przy cesarce ale jednak, synka rodziłam kilka godzin, w bólach a jakże, ale znieczulenia się bałam brać, cesarki bałam się w ogóle (a i tak bym jej nie dostała #takilos ), choć i rodzić się bałam okropnie po przejściach pierwszego porodu, okazało się że poród był szybki, krótki i dużo mniej bolesny, jedynie końcówka koszmarna, bo super-mega-cudowna położna jaka mi się trafiła powiedziała, że nie pozwoli mnie naciąć, no i udało się, ale bolało strasznie ;p Żadna z tych sytuacji jednak nie stawia mnie wyżej od matek rodzących przez cc, nie mam pojęcia, jakie bóle przeżywają one, wiem, że nie mogą od razu przytulić swojego maleństwa przez dość długi czas (moją Julkę ze względu na wychłodzenie zabrali na 2h na dogrzewanie i wiem jak straszna była dla mnie ta rozłąka), wiem, że kochają swoje dzieci tak samo mocno jak matki rodzące naturalnie. Tak samo karmienie piersią nie stawia mnie wyżej, dla mnie to wygoda, oszczędność i radość, że mogę dać dziecku od siebie to co najlepsze, że przynajmniej mogę sobie wmówić, że ono może czuje, że mamusia daje mu amciu, coś niezbędnego do życia, swoje ciepło, ale w czym mama butelkowa jest gorsza? Że może spłakała litry łez, że nie może karmić, że musi, a może po prostu tak woli, najważniejszy jest fakt, że dzieciątko ma co jeść, że nie jest głodzone, bo ono po prostu wie, że mamusia daje mu jeść, że jet kochane i tu jest cały konsensus, że co wszystkim zainteresowanym do tego, super, fajnie mają swoje zdanie i mogą je sobie mieć, ale najważniejsze że dziecko czuje miłość swojej mamusi, a mamusia miłość, ufność swojego dziecka, bo ono kocha je za to wszystko co mama dla niego robi, a nie dlatego, że urodziła je tak czy siak, karmi cyckiem czy butelką. A dziwi mnie fakt, że najpiękniejsza chwila w życiu chyba każdej kobiety zamiast łączyć i cieszyć całą mamową społeczność dzieli i prowadzi do niesnasek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że są jeszcze takie mamy jak Ty. Aż przykro czytać o niektórych porodach, to co się dzieje na polskich porodówkach to jest koszmar.

      Usuń
    2. Świetnie napisane - nic dodać nic ująć :)

      Usuń
  9. Kochane,
    urodziłam swojego syna siłami natury, to moje pierwsze dziecko, 4250 g :) Nie cierpiałam godzinami, nie wyłam z bólu do księżyca ani nie przeklinałam mojego męża (Tak! śmiem nazywać się matką!) Dzięki wspaniałym położnym cały poród przechodziłam/przestałam pod prysznicem/przećwiczyłam na piłce, poszło piorunem. Podeszłam do sprawy bardzo zadaniowo: jest robota do zrobienia, będę oddychać - synek będzie miał dużo sił, pomoże mi, będziemy wpółpracować z personelem, dam z siebie wszystko. Skłamałabym mówiąc, że się nie bałam - drżałam o to czy moje dziecka będzie zdrowe, ale bólu się nie bałam. Wiedziałam, że zniosę wszystko. I szczerze mówiąc nie było tak źle... Nie wiem, być może mam wysoki próg bólowy, ale bardziej cierpiałam po zabiegu wrastajacego paznokcia niż w czasie porodu... ;) Wspomnienia mam cudowne, nie potrafię znaleźć słów, które opiszą moje uczucia. Pamiętam tylko, że gdy położono mi syna na klatkę piersiową nie mogłam złapać oddechu, taki był ciężki. Choć oczywiście są w życiu przyjemniejsze doznania ;) Patrząc na temat z drugiej strony: jestem pielęgniarką neonatologiczną (stąd zwielokrotniony lęk o zdrowie dziecka - zdaję sobie sprawę z wielu spraw, o których nie wiedzą inne mamy), codziennie jestem przy kilku porodach i zazwyczaj dwukrotnie większej liczbie cięć. Nie zgodzę się, że większość cięć cesarskich jest wykonywanych ze wskazan medycznych. Najczęstszym "wskazaniem" jest lekarz prowadzący pracujący w szpitalu :) Że to temat kontrowersyjny - każdy wie. Z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że mamy po cięciu z pewnością wiedzą czym jest ból. Moje porodowe doświadczenia na pewno nie mogą się równać z tym, co czują mamy z rozciętym brzuchem, mięśniami, powięziami. Hardcore nie diso! Także ten, no... poród porodowi nie równy. Długo można by pisać. Generalnie chciałam dodać otuchy przyszłym mamą, które być może to czytają. Połowa sukcesu to dobre podejście do porodu :) Tak czy inaczej - dla każdego dziecka JEGO mama jest najlepsza, nie ważne jak je urodziła :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje twierdzenie o większości cc przeprowadzanych ze wskazań medycznych jest poparte jedynie relacjami znajomych i znajomych tych znajomych :)
      A jeśli chodzi o dobre podejście do porodu, to z tym też coraz ciężej. Taka biedna kobieta nasłucha się z każdej strony opowieści mrożących krew w żyłach i idzie do porodu ze strachem. Bo po co kobietę uspokoić? "Chciałaś, to cierp męki!"

      Usuń
  10. Podobne zdanie choć inny temat, doszłam własnie do wniosku, że nie ma gorszych babek niż matki blogujące, one zawsze oplują, "doradzą", skopią na maxa :(. Nie mam pojęcia o cc, rodziłam naturalnie, ale rozmawiałam z moim gin na ten temat i (opinia lekarza) "cc to operacja, nie wykonuje się operacji bez konkretnej potrzeby", koleżanka miała dwa razy cc, gdy ja z połataną dupą śmigałam już po tygodniu ona miesiąc do siebie dochodziła po drugiej, lenistwo i wygodnictwo. Gdy tuz po urodzeniu dzieci dostawałam je od razu na piersi, ona czekała, aż ktoś jej na chwilkę przytknie maluszki do piersi, bo ona leżała po cc-wygodnictwo. Z wcześniej wspomnianym połatanym tyłkiem mogłam bez problemy wziąć dzieciaki na ręce, ona po cc czekała, aż ktoś jej pomoże, bo nie mogła dźwigać-wygodnictwo.
    Co za zawiść panuje w narodzie? Gorsza, lepsza? A komu to oceniać?

    OdpowiedzUsuń
  11. U mnie było metodą "parcia". Nie lubię kiedy mówi się, że poród był metodą naturalną. No, bo przecież obie są naturalne. Co za różnica? Obie metody są bolesne i choć różnorakie to kończą się tym samym - Małym Cudem, dla którego każda z nas przeszłą by przez to wszystko (a nawet więcej) jeszcze raz.Kochane Mamy, zajmijmy się lepiej Dziećmi i nie rozstrząsajmy kto miał lepiej, a kto gorzej. Komu pewne rzeczy przyszły szybciej, a innym z większym trudem. Wszystkie nas łączy jedno - mamy Dzieci, dla których warto było pocierpieć. Czy to ważne którędy pojawiło się na świecie?

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja na szczęście dostałam małą do przytulenia po urodzeniu :) O moich przeżyciach związanych z cesarką można przeczytać na blogu http://mamutkuolaboga.blog.onet.pl/2012/02/28/oj-boli/#comments

    A co do jadu wylewanego przez niektóre matki - weszłam kiedyś z głupia frant na jakieś forum poświęcone dzieciom i byłam świadkiem jak trzy hejterki zbluzgały przyszłą mamę, bo nie podobało im się jej nieco infantylne słownictwo. Dziewczyna prosiła o radę, a w odpowiedzi została paskudnie wyśmiana. Jedna z hejterek wręcz się chwaliła tym, że do dzieci zwraca się per "gówniarzu". Z dwojga złego wolę określenia przesłodzone.

    Pozdrawiam wszystkie mamy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej. Jeżeli nadal chcesz szablon na swojego bloga to zapisz się tutaj: http://kierunkowy48.blogspot.com/p/tworze-szablony-na-blogi_22.html

    OdpowiedzUsuń
  14. mi niedawne skurcze przypomniały o porodzie i o tym JAK to boli. Nie lubię bólu. Córkę rodziłam 8godzin, zanim padło zbawienne "cesarskie cięcie". Przyjęłam to, jak wybawienie. Z perspektywy czasu, myślę, że dałabym radę to wytrzymać, a zostałam okradziona z tego magicznego momentu, kiedy dostajesz do rąk swoje dziecko. Mój mąż dostał ją na ręce i widział, jak pierwszy raz otwiera oczy. Ja w tym czasie leżałam nieprzytomna. Tym razem nie nastawiam się na nic, bo niczego nie da się przewidzieć, ani zaplanować, jeżeli chodzi o poród. Nie ma co myśleć o bólu. Od kiedy urodziła się Lili nasłuchałam się tylu historii, że wiem, że jedyne, co się liczy, to finał. Czyli zdrowe maleństwo. Mam w nosie, co kto myśli na temat mojego cc, bo tak po prawdzie, poród to dopiero początek. Macierzyństwo zaczyna się po. Słyszałam również opinię jednego lekarza, że poród przez cc jest bezpieczniejszy dla dziecka, ale gorszy dla matki. I z tego względu zdecydowałabym się na kolejną cc, gdyby to zależało ode mnie.

    OdpowiedzUsuń

Zajrzyj do Life and Chill