Pod kloszem...


Zostajemy rodzicami.
Patrzymy na nasze maleństwo i myślimy "jesteś moja, tylko moja, będę Cię kochać i chronić - zawsze".
Ale jak często się w tym zatracamy?

Młode matki często są aż nadopiekuńcze.

Ile razy spotkałaś dziecko ubrane w futerkowy kombinezon, ciepłą czapę i przykryte polarowym kocem (koniecznie dwie warstwy) podczas gdy na dworze 17 stopni?
A ile razy sama tak zrobiłaś?

Ile razy usłyszałaś:
Nie biegaj, bo się przewrócisz.
Nie dotykaj / nie siadaj, bo się pobrudzisz.
Nie wchodź, bo spadniesz
A ile razy sama wypowiedziałaś te słowa?

Najchętniej nie wyciągałabyś dziecka z wózka i założyła kask na głowę, bo przecież spadający żołądź może uszkodzić mózg. A jeśli upadnie i zedrze kolano? Na pewno wda się zakażenie i trzeba będzie nogę amputować! To może lepiej zamknąć te nasze skarby w sterylnych kulach i tylko na nie patrzeć?

Postaw się teraz na miejscu tego biednego dziecka, któremu nic nie wolno, bo Ty nie potrafisz się pogodzić z tym, co konieczne i nieuniknione. Wątpię, żeby komukolwiek się to podobało.

Chcesz żeby Twoje dziecko się rozwijało, chcesz, żeby się uczyło nowych rzeczy. Ale jak ma to robić?
Nie nauczy się chodzić, jeśli mu na to nie pozwolisz
Nie nauczy się odróżniać ciepłego od zimnego, jeśli nie dotknie (nie, nie mówię o wsadzaniu ręki do wrzątku).
Nie wejdzie nigdy po schodach, jeśli będziesz go/ją cały czas nosić. No bo przecież może spaść!
Nigdy nie odczuje radości z zabawy jeśli będzie musiał/-a cały czas uważać, żeby się nie pobrudzić.

Chyba najwyższa pora wyluzować.
Daj dziecku być dzieckiem.
Stawiaj granice, ale nie zakazuj wszystkiego.
Bądź obok. Pomagaj. Asekuruj.
Masz pralkę, masz proszek, masz mydło. Zamiast patrzeć na brudną sukienkę i ubłocone buciki popatrz na twarz swojego dziecka - zobaczysz tam szeroki uśmiech.
Nie biegnij z sercem w gardle do każdego upadku. Przyznam Ci się - ja tego nie robię. Jeżeli upadek jest niegroźny - czyt. buc na tyłek, albo klęk podparty - pozwalam się Lidii samej podnieść. Nie wszczynam paniki o coś tak błahego - wiem, ze Lidia widząc moją reakcję przeżyje to jak upadek z trzeciego piętra. Na moją panikę zareaguje swoją. A tymczasem wstaje, otrzepuje rączki i idzie dalej (no, chyba że zobaczy że ma coś na rączce - wtedy mi się żali).

Czy Twoje dziecko dojrzało już do chodzenia po schodach? Oooo dla mnie też to był szok. I znów - pozwól mu/jej odkryć tą radość. Podawaj rękę, a jeśli nie chce - asekuruj. Nie bój się, Tobie też się przyda ta umiejętność u dziecka.

Nie daj się zwariować.
Wyluzuj.
Ja wiem, to zawsze będzie Twoje "małe maleństwo". Nie bój się tego, że dziecko dorasta, uczy się nowych rzeczy. I że często musi się uczyć na błędach. Swoich.
"Jak się nie przewróci, to się nie nauczy."
Myślisz, że dziecko uwierzy Ci we wszystko na słowo?
Czasami musimy pozwolić mu przekonać się samemu, że coś jest dla niego niedobre.
W granicach zdrowego rozsądku oczywiście.









Lidia:

bluzka - Zara
spódnica - Ojtyty
buty - CCC
opaska - znaleziona w czeluściach szafy bandamka


ETYKIETY: , , , , , ,

Zobacz też:

5 komentarze

  1. Wiesz co, ja już właśnie poluzowałam galotki. Też się bałam, też biegałam za małym, aż w końcu jak zobaczyłam jak sobie świetnie radzi sam np. podczas wchodzenia na wielką zjeżdżalnię to dosłownie się ocknęłam. Nareszcie! Teraz próbuję rozluźnić męża, który na spacerze jest z nami raz w tygodniu, gdyż prawie cały dzień pracuje i panikuje, że tu kałuża, tu huśtawki, tu za zimno itp ;)
    Ale dzidziuś zawsze będzie dzidziusiem :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam z mężem to samo :) Jak tylko przyjeżdża to cały czas biega za małą i mało co zawału serca nie dostaje :)

      Usuń
  2. Kurczę, post bardzo podobny do mojego, chyba myślimy podobnie :)
    Zapraszam więc do mnie:
    http://nietylkorozowo.blogspot.com/2014/08/balonowe-dzieci.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pacz! I mamy nawet to samo skojarzenie z tym filmem :D

      Usuń
  3. A ja od początku staram się nie być spięta. Widziałam te matki, które opisujesz i jeszcze przed pojawieniem się MałegoA na świecie powtarzałam sobie, że ja tak nie będę! Owszem, czasami łapię się na tym, że przesadzam i wtedy pac, baw się, brudź się, szalej :) za to mój mąż bardziej przewrażliwiony ode mnie ;) nosiłby tylko na rękach, żeby nie upadł itp. w taki sposób dziecko niczego się nie nauczy.

    OdpowiedzUsuń

Zajrzyj do Life and Chill