Samotne dzieci


Obejrzałam ostatnio film. Kompletnie z braku laku. I dlatego, że nie lubię chodzić spać sama. Czekając aż mąż wróci z pracy, tuląc córkę do piersi oglądałam "Salę samobójców". Pierwszy raz, choć od jakiegoś już czasu słyszałam na temat tego filmu pozytywne recenzje. Pozytywne na tyle ile można to powiedzieć o samym filmie, nie o jego treści, która raczej do takich nie należy. Tym razem film nie wywołał we mnie burzy emocji ani rzeki łez, co zazwyczaj jest pewnikiem przy takich seansach. Obserwując moją reakcję z zewnątrz można by pewnie powiedzieć, że nie poruszył mnie w ogóle. A jednak. Dał impuls, za którego sprawą potoczyła się lawina myśli. Myśli, których nie mogłam zebrać w całość przez jeszcze długi czas. Nie mogłam ich ogarnąć w głowie ani spisać na kartce. Do później nocy kotłowały się jedna za drugą nie pozwalając mi spokojnie zasnąć. Musiałam się z tym przespać. Rano, jeszcze zanim zdążyłam otworzyć oczy wszystko się ułożyło. Nie było to wielkie oświecenie, bo teoretycznie było mi to zawsze wiadome, ale nigdy chyba nie nazwałam tego po imieniu. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym głębiej.

Wszystko co dotyczyło wychowania mojego dziecka przyjmowałam za rzecz oczywistą. Zawsze wiedziałam, że chcę i że muszę być dla Niej, dla swojej córki. Sprawić, żeby miała we mnie oparcie w każdej sytuacji. Nie dopuścić do tego, żeby była sama, samotna, nieszczęśliwa. Wychować ją na silnego choć jednocześnie wrażliwego człowieka. Tak, żeby potrafiła dostrzec piękno w drugiej osobie, w teoretycznie zwykłej rzeczy, ale przy tym stała mocno na nogach gdy życie kopnie z całych sił i z wyzwaniem patrzyła w przyszłość.
Żeby stać się takim człowiekiem potrzeba mieć za plecami Anioła Stróża. Kogoś, kto będzie tam zawsze. Czy to nie rodzice powinni nimi być? To od nas zależy jak wychowamy swoje dziecko. Wiem, łatwo mi to mówić mając w domu dwulatkę. "Pogadamy, jak będzie miała naście".
Ale ja miałam naście lat. Byłam tam. Uwierz mi - byłam. Znam to uczucie bezradności, beznadziejności, utratę sensu życia i zmęczenie. Przypuszczam, ze zna to wiele osób. Przechodzi przez to jako nastolatek, kiedy rodzice go nie rozumieją, lub nawet się nie starają zrozumieć, kiedy w szkole napotyka jedynie szyderstwa. Ten stan przeżywa również wiele dorosłych osób. Pozornie silnych na zewnątrz, bo przecież nie wypada. A w środku złamanych. Niepowodzenia w pracy, kredyty, problemy rodzinne. Są ludzie, którym się uda przez to przejść, są tacy, którzy nie mają na to wystarczająco siły.
To właśnie siła psychiczna wyniesiona z domu i wsparcie otoczenia są tu kluczowe. Nie jestem ekspertem, psychiatrą, psychologiem. Obserwuję i wyciągam wnioski, uczę się na doświadczeniach - swoich i innych.

Nie zawiedź.

Jako rodzic. Bądź z dzieckiem i dla dziecka. Naucz je szacunku (do siebie i innych) i tolerancji. To Ty masz największy wpływ na to, kim będzie w przyszłości. Zadaj sobie pytanie - kim chcę, żeby było moje dziecko? Jakim człowiekiem? Czy ma być szydercą? Ofiarą? Żadnym z nich? Jakim jesteś rodzicem? Albo jakim chcesz być?
Przytoczę tu historię przedstawioną we wspomnianym filmie. Zabiegani rodzice mający na pierwszym miejscu karierę, spychają dziecko na dalszy plan. Nawet nie na drugi, bo na nim są wpływowi znajomi. Nie wiedzą o nim nic, a może nie chcą wiedzieć, nie mają na to czasu. Nie zauważają, że coś złego dzieje się z ich synem dopóki nie dochodzi do przykrego wydarzenia skutkiem którego znajduje się on w szpitalu. A nawet wtedy próbują udawać, że nic wielkiego się nie stało. W końcu wzywają do dziecka psychiatrę. Albo tak im się tylko wydaje. Wzywają go raczej dla siebie. Na pierwszym planie wciąż nie stoi ich syn. Martwią się nie o to, co dzieje się z psychiką ich dziecka, ale o to, co powiedzą znajomi, że zawali rok i nie zda matury, boją się kompromitacji. Nie potrafią poświęcić odrobiny siebie dziecku.
W końcu pada pytanie: "Co możemy zrobić jako rodzice?" Nic. Jest już na to za późno. Za późno na naprawienie czegoś, co psuło się kilkanaście lat. Zbyt wielkie szkody zostały już wyrządzone.

Bądź rodzicem.

Owszem- rodzic stawia granice, wymaga, nakłada obowiązki. Niewiele w tym przyjemnego dla obu stron. Ale rodzic też jest. Nie chodzi o samo istnienie i pełnienie tej roli jakby z obowiązku. Rodzic powinien się interesować swoim dzieckiem, jego życiem, problemami (nawet tymi pozornie błahymi). Powinien tego chcieć. Rozmawiać, tłumaczyć, wysłuchać i pomilczeć razem. To rodzic dba o dziecko, od samego początku. Dziecko nie jest zabawką na którą się decydujemy, kiedy mamy na to czas i zachciewajkę. Nie odkładamy na półkę, kiedy nam się znudzi, żeby poczekało, aż znów najdzie nas ochota na zabawę w rodziców. To nie lalka, która odłożona na później tylko się zakurzy, ale pozostanie w ogólnie dobrym stanie. Takie odsunięcie wywoła wielką, często nieodwracalną szkodę, nie zawsze widoczną gołym okiem jak ten kurz na lalce. Głęboką ranę w sercu, w głowie tego człowieka, który powinien móc polegać na swoich rodzicach. To dziecko zupełnie zatraci poczucie własnej wartości. Zacznie go szukać idąc w jedną z dwóch stron- stanie się ofiarą lub oprawcą, stworzy piekło sobie lub komuś innemu.

Uważa się, że to "słabe jednostki" stają się ofiarami. Spójrzmy jednak na "oprawców", co ich pchnęło w tę stronę? Człowiek, który nie może liczyć na zainteresowanie ze strony rodziców poszuka go gdzieś indziej.
"Oprawca" znajdzie grupę ludzi, która będzie go podziwiać lub bać się go. Znajdując sobie ofiarę poczuje się silny i ważny. W końcu.
"Ofiara" natomiast będzie szukać oparcia w zupełnie innym środowisku, wśród sobie podobnych. Co jest dla niego równie lub nawet bardziej destrukcyjne, co samotność. Teoretycznie znalazł przyjaciół, ludzi którzy w końcu go rozumieją, ale razem z nimi zsuwa się w coraz większe bagno psychiczne.

Odpowiedz więc sobie na pytanie:

Czy tego chcę dla mojego dziecka? I podejmij kroki już dziś, póki nie jest za późno. Poświęć mu więcej czasu, więcej siebie. Bądź, rozmawiaj, wspieraj, chwal. Tłumacz świat, chroń i naucz siły. Bycie rodzicem, dobrym rodzicem w świecie, gdzie na każdym kroku czyhają pułapki nie jest łatwe. Ale decydując się na to podejmujemy się tej pracy. Wykonajmy ją więc dobrze.


* zdjęcie pochodzi ze strony www.wall321.com

ETYKIETY: , , ,

Zobacz też:

6 komentarze

  1. Tylko wiesz... jest mały problem. To dziecko wypielęgnowane pójdzie między inne dzieci, jeżeli będzie miało szczęście to czego je nauczysz będzie procentować. Częściej jednak środowiska szkolne (dopisałbym też podwórkowe, ale te chyba już nie istnieją), które nie mają w sobie cienia wrażliwości. To środowisko nie zna litości. Nawet w tym filmie, dziecko (z mojej perspektywy) nie potrafił zwrócić się o pomoc do rodziców (pomijam kwestię dostępu) czy kogokolwiek poszedł do świata rozwiązać swój problem i znalazł, tylko odpowiedź, którą znalazł stanowi dramat tego filmu.
    Problemy dziecka nie mają tylko przyczyn w domu rodzinnym. Problemem często stanowi świat zewnętrzny - to o czym napisałaś - o szacunku, wrażliwości i tolerancji - w dzisiejszym (i nie tylko) świecie tworzy kaleki, mające problem i odwagę sięgnąć po więcej (nie mam na myśli tylko dóbr doczesnych).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to mi chodziło, żeby chociaż podjąć próbę przygotowania dziecka do pójścia w brutalny świat. Nie na wszystko jesteśmy w stanie je przygotować, ale możemy chociaż interesować się jego światem. I oczywiście zgadzam się z Tobą, że dzieci nie wynoszą problemów jedynie z domu, ale pisałam akurat o tych przypadkach. Chłopiec z filmu nie próbował szukać pomocy u rodziców będąc przekonanym, że to nie ma sensu, a tu widzę ogromny błąd rodziców.

      Usuń
    2. No to jest _tylko_ film. To co ma się zmieścić w historii jaką sobie założono tak też się stało. Widziałem kilka obrazów w którym dzieciaki próbowały podjąć rozmowę z rodzicem, najczęściej rodzic był czymś zaaferowanym mniej lub bardziej ważnym. Tylko w filmie to słabo wychodzi, bo rzutuje, że rodzic jest cały czas zajęty czymś innym niż dzieckiem. Może następnym razem kiedy podejmą temat wezmą to pod uwagę ;]

      Usuń
    3. Nie do końca słabo. Są i tacy "rodzice".

      Usuń
  2. Niestety, są i tacy rodzice, którzy prezentami chcą zrekompensować brak czasu dla dziecka. A to nie tędy droga. Przede wszystkim, trzeba umieć słuchać i rozmawiać. Dobrze, aby każdy rodzic zdawał sobie z tego sprawę. Bardzo fajny artykuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A później dziwią się co się z dzieckiem dzieje. "Przecież wszystko ma!" - no właśnie nie wszystko..

      Usuń

Zajrzyj do Life and Chill