Moje dziecko musi mieć...


KILKA KUBKÓW NA DZIEŃ
No niby wszystko w porządku, w końcu ja też piję kawę i herbatę z osobnych kubków. Ale Lidia wprowadza wersję hard. Kubek do herbaty, do wody, do soku, znów inny do herbaty i kolejny do wody (nawet jeśli poprzednich nie dopiła). Takim oto sposobem, dodając wszystkie zużyte jednego dnia kubki przez nas wszystkich, wieczorem nie ma się w czym napić kakao. Dla porównania- sztućców wystarczy jej jedna para na wszystkie posiłki. Ktoś chce się pozbyć zmywarki?

PIERDYLIARD KREDEK
Jedno opakowanie to nic. Wszystkie kredki "zużywają" się średnio po dwóch dniach od zakupu. Zużywają tzn. giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Na amen! Nawet podczas przeprowadzki, kiedy zaglądałam we wszystkie kąty nie znalazła się ani jedna. Aktualnie w eter poszło kilkadziesiąt kredek, znalazłam pięć.

TYLE SAMO SPINEK I GUMEK DO WŁOSÓW
Tu sytuacja wygląda tak jak z kredkami. Po pięciu minutach od uczesania włosy są już luzem a gumka i spinka giną. Po tygodniu od zakupu sukcesem jest znalezienie jednej gumki. Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy moje dziecko nie nabyło umiejętności teleportowania tych rzeczy do innego wymiaru.

TRZY STROJE NA DZIEŃ
Minimum. Pomijam fakt, że brudzi się wszystkim czym się tylko da, bo takie uroki dzieciństwa. Nie bronię jej jeść samodzielnie, albo skakać po kałużach. Brudne dziecko to szczęśliwe dziecko. Ale jak przystało na prawdziwą kobietę Lidia musi się przebrać kilka razy w ciągu dnia. W innym ubiorze je, w innym się bawi, w jeszcze innym idzie na spacer i znów w innym tańczy do "Jaka to melodia". Więc ciuszków nigdy dość.

TO CO AKURAT TRZYMASZ W RĘCE
Zjawisko znane przez każdą mamę. Najlepszą zabawką jest to czego ona nie ma. Albo ma- ale Ty masz fajniejsze. Nawet jeśli jest to zwykły papierek. A jeśli trzymasz telefon- masz przechlapane, przez najbliższe godziny nie uwolnisz się od "cie cie cie!" i natarczywych małych rączek.

PODŁOGĘ ZAGRACONĄ ZABAWKAMI
Żeby móc pobawić się trzepaczką do jajek. Znacie to? Chyba nigdy tego nie zrozumiem. Ja nie znoszę zajmować się czymkolwiek wśród wszechobecnego bałaganu. Nie wyobrażam sobie pisać tekstu mając wokół siebie tonę kartek, długopisów, kubków z kawą i innych. Dzieci mają inaczej. Im większy bałagan tym lepsza zabawa- garnkami na przykład.

BROKUŁY, CHUSTECZKI I KARMĘ DLA KOTÓW 
Czyli dziecko w supermarkecie. Wbiegając do sklepu zagarnia po kolei wszystko jak leci, pakując za pazuchę. Matko, nie wiesz że wszystko może się przydać? Karma dla kotów w sam raz na deser!



ETYKIETY: , ,

Zobacz też:

3 komentarze

  1. Oj ale się uśmiałam :D
    To zupełnie jak mój brat :DD
    Musi mieć tyle kredek, żeby wysypywały się z koszyka- i wszystko ze sklepu :D
    A co- kto bogatemu zabroni :D

    OdpowiedzUsuń
  2. ależ z wielką przyjemnością ten tekst przeczytałam ;) Super! No takie są dzieci, niewątpliwie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. karma dla kotów - mimo, że nie mamy kota to towar pożądany bo... jest MIMUŚ na obrazku :)

    OdpowiedzUsuń

Zajrzyj do Life and Chill