Ciało matki


Ciało matki często różni się znacząco od ciała kobiety bezdzietnej, a do jędrnego ciałka nastolatki ma tak daleko jak stąd do księżyca. Wychodząc "do ludzi" matka wygląda jak przeciętny człowiek. Zawsze jest uczesana, pomalowana, ubrana "po ludzku". Nie wyróżnia się raczej specjalnie, chyba że wiszącym na szyi Nikonem i sprintem za dzieckiem, ani nie odbiega w dół od żadnej normy.
Jednak gdy wróci do domu i przywdzieje domowe odzienie zamienia się znów w... ciało matki.

Włosy matki związane bywają w tak zwaną kupę na głowie. Bo czy krótkie, czy długie lecą w oczy przy wydłubywaniu chrupek z dywanu, albo służą dziecięciu za grzechotko- ciągutko- zabawkę. W skrajnych wypadkach matka ma na głowie fryzurę a'la wszystko co mam, czyli spinki, gumki, grzebień i tym podobne gadżety. A to za sprawą zabawiania dziecka, aby choć na chwilę przycupnąć gdzieś w kącie i oddać się bezmyślności.

A no właśnie- mózg matki lekko zwalnia. Przestawia się na bajki, autka, książeczki o małych kaczuszkach, lalki i inne klocki. Po n-tym opowiadaniu o Złotowłosej i siedmiu krasnoludkach, albo Królewnie Śnieżce i trzech misiach (no mówiłam, że zwalnia), gdzie może tam łapie trochę umysłowego treningu. Sudoku w wannie, krzyżówka na toalecie, czy jeden z dziesięciu w trakcie prasowania- takie tam rozrywki.

Twarz matki często bywa opuchnięta, z podkrążonymi oczami- to tylko wspaniałe pamiątki po kolejnej nocy spędzonej na bujaniu, śpiewaniu, głaskaniu, smyraniu i Bóg wie czym jeszcze. Skrzętnie zakrywamy to makijażem, ba! toną korektora pod oczy i bronzerem na policzki- wierzymy że konturowanie trochę nas wyszczupli.

Bary matki jak u strong mana, ręce prawie jak po dobrej siłce. Masa, masa i jeszcze raz masa, bo rzeźba gdzieś w polu. Chociaż teoretycznie rzecz biorąc noszenie małolata przez pierwsze lata życia już dawno powinno zadbać o mięśnie. Tylko że nie wiem już co lepsze- masa, czy bary jak u kulturysty?

Piersi matki jak skarpety wiszące, ale dumne, bo dziecię wykarmiły. Jeśli jeszcze nie dyndają między kolanami, to nie jest najgorzej. Dobry push-up i znów matka może się poczuć jak bogini seksu.

Kręgosłup matki po starciu ze znieczuleniem codziennie przypomina o swoim istnieniu (znieczulenia się zachciało, kroić na żywca trzeba było!). Po kolejnym stęknięciu na środku sklepu przestała sięgać po produkty, po które trzeba się schylić.

Brzuch matki skapciały jest troszkę, bo nie wiadomo czemu nie chciał powrócić do stanu sprzed ciąży. A po obiedzie wygląda jak w szóstym miesiącu kolejnej- to dlatego na wszystkich imprezach matka je jak kurczaczek- żeby bebech sukienki nie rozerwał! Lecz dla dziecka jest on świetnym fotelem. Miękko pod dupką, a i otuli z każdej strony.

Tyłek i uda matki mogłyby spokojnie brać udział w filmie przyrodniczym na temat kamuflarzu tygrysów. Ewentualnie zebr po lekkim przemalowaniu. W roli głównej oczywiście. Podobno pionowe paski wyszczuplają- sprawdź, może Twoje rozstępy ułożyły się tak korzystnie.

Ale to wszystko przecież z miłości.
Bo kto normalny dałby sobie zrobić coś takiego bez ważnego powodu?

________________________________________________________________________________________
Jeśli podoba Ci się ten tekst- udostępnij, niech inny też go zobaczą.
Możesz nas obserwować również na Facebooku, Twitterze oraz Instagramie.

ETYKIETY: , , , ,

Zobacz też:

3 komentarze

  1. Dobrze powiedziane ;) znaczy napisane :) "piersi matki jak skarpety wiszące" hahahaha :P

    OdpowiedzUsuń

Zajrzyj do Life and Chill