Rodzicielstwo and other disasters


Nigdy tak na prawdę nie zastanawiałam się, czym jest dla mnie rodzicielstwo. Przyjęłam je, podjęłam wyzwanie, nie potrzebowałam takich głębszych myśli. Kogo ja oszukuję? Nie miałam czasu.

Mówią, że dziecko zmienia całe życie. Tak, to prawda. Choć może nie wszystko, to zmienia się na prawdę wiele. A my musimy dostosować swoje życie do nowej sytuacji.
Mówią, że gdy pojawia się dziecko Twoje życie się kończy. I tu się nie zgodzę - nic się nie kończy. Jasne, że musisz wprowadzić kilka zmian, jasne, że posiadanie dziecka jest bardzo absorbujące. Ale nie oznacza to, że musisz rezygnować z siebie. Nie musisz się poświęcać macierzyństwu/tacierzyństwu w stu procentach.  Nie uczyni to z Ciebie lepszego rodzica. Oczywiście, będą tacy, którzy spróbują Cię za to zlinczować, ale prawda jest taka, że każdy z nas chce mieć swoje życie. Takie, w którym nie uwzględnia dziecka i męża/żony. Każdy potrzebuje poświęcić sobie trochę czasu i realizować swoje pasje. Inaczej mógłby po prostu zwariować.

Dziecko NIE jest całym moim światem
Wiem, tak się mówi, to tak ładnie brzmi. Ale powiem Ci, że wcale tak nie jest. W moim świecie jest miejsce na większą ilość ludzi niż tylko dziecko. Jest tu miejsce dla mojego męża, znajomych. Jest miejsce na mnie, na moje pasje, na marnowanie czasu, na chwile samotności. Bo tak, lubię samotność. Lubię pobyć sama, bez dziecka. Nie czuję, żeby to czyniło ze mnie złą matkę. Ale potrzebuję tego czasu, w którym mogę pojechać z przyjaciółką na zakupy, albo chociażby napić się kawy i poplotkować. Nie zostawiam przecież dziecka samego, ma wtedy należytą opiekę. I na pewno jej tym nie unieszczęśliwiam.

Tęcza, tęcza
Czasami. Bo rodzicielstwo jest słodkie. Zachwyca mnie każdy krok, każde nowe słowo, nowa umiejętność. Uwielbiam mokre całusy, "czeeeeść" o poranku twarzą w twarz. Uwielbiam słyszeć tupot małych stóp w domu, bo bez nich tak jakoś cicho, za cicho. Chcę pokazać jej cały świat, chcę się w nim zatracić. Są dni, kiedy mogłabym tylko siedzieć i patrzeć na nią, i czasami wieczorem zamiast spać, albo malować paznokcie patrzę. Obserwuję jak śpi z jedną rączką pod policzkiem, a drugą pod poduszką. Wypełnia mnie wtedy ogromne szczęście. Cała jestem szczęściem i miłością.

Ale czasami mam ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami
Nie oszukujmy się, rodzicielstwo to też kaszki, kupki i nieprzespane noce. Robimy to z miłości, owszem, ale nikt mi nie wmówi, że kupa pachnie, wypluty na twarz kleik robi dobrze na cerę, a wstawanie pierdyliard razy wciągu jednej nocy jest świetną zabawą. W pakiecie z dzieckiem dostajemy również kolki, choróbska, płacze, zaklejone dywany, popisane ściany i zabawki. Oooo te to są wszędzie! W kuchni, pod zlewem, w wannie, w butach. W swojej torebce prędzej znajdziesz lalki i klocki niż portfel.

Mission impossible
Coś Ci mówi słowo bunt? Nie wnikam już w psychologiczne rozprawy na temat istnienia (lub nie) buntu u dzieci. Bo chyba można by uznać, że zaczyna się jak tylko młodzież staje na nogi i nigdy nie kończy. Tysiące zachcianek, tyle samo razy nie wie, czego chce. Głowa pękająca od krzyku, pisku i płaczu nie wiadomo o co. Sprzeciwy, wymagania, i to wszystko na forum. I trzeba sobie z tym radzić. Czytamy setki poradników, rozwiązujemy istniejące i nieistniejące problemy. Musimy być cholernie kreatywni. I kompetentni. W końcu uczymy dziecko świata. Odpowiadamy za jego prawidłowy rozwój. To dopiero wyzwanie!

Ulepszam się
Rodzicielstwo uczy nas wielozadaniowości. Po kilku miesiącach dochodzimy do perfekcji. Potrafimy jednocześnie gotować, sprzątać, karmić, prasować i bawić się. Jedną ręką zmieniamy pampersa, a drugą malujemy usta. Dzięki temu podejmujemy się kolejnych rzeczy, zaczynamy rozwijać swoje pasje- wystarczy spojrzeć ile matek po urodzeniu dziecka dopiero zrozumiało, co chce robić w życiu. Dzięki temu zaczynamy wierzyć w swoje możliwości, w to, że możemy więcej. I że możemy wyjść poza ramy rodzicielstwa i spełniać się, bo pogodzimy to wszystko.

Gdybym mogła się cofnąć w czasie
Może zmieniłabym kilka decyzji, może kilka rzeczy zrobiłabym lepiej, a może spieprzyłabym wszystko. Ale decyzji o macierzyństwie nie zmieniłabym nigdy. Każdego dnia daje mi tyle samo lukru i słodyczy. Każdego dnia przeżywamy wzloty i upadki. I na koniec dnia, kiedy tulę do snu swoją córkę jestem po prostu szczęśliwa.

Albo padam zanim zdążę się uśmiechnąć.



sukienka - Carry
kurtka - H&M (Allegro)
buty - Zara (Allegro)
chusta - Pepco
bidon - Nuk

zdjęcia - Nikon D5200

P.S. Wypełniłaś/eś już ANKIETĘ?
________________________________________________________________________________________
Jeśli podoba Ci się ten tekst- udostępnij, niech inni też go zobaczą.
Możesz nas obserwować również na FacebookuTwitterze oraz Instagramie.

ETYKIETY: , , ,

Zobacz też:

4 komentarze

  1. Urocza córeczka! Fajnie że masz zdrowe podejście do macierzyństwa i fajnie o tym piszesz. Macierzyństwo nie jest łatwe i wkurzają mnie te wszystkie podręczniki dla rodziców które mówią tylko o lukrowanych pączkach a jak coś idzie nie tak to tego w książce nie znajdziesz w dziale rzadka kupa a kolka. Prawda że będąc mamami wiele się uczymy. Pozdrawiam Ada

    OdpowiedzUsuń
  2. Mała jest śliczna! Wszędzie bombardują nas cukierkowym obrazem macierzyństwa i pomija się fakt, że bywa też ciężko. Jednak mimo wszystko warto być mamą, chociażby dla jednego uśmiechu dziecka, który wszystko wynagrodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Albo padam, zanim zdążę się uśmiechnąć" :D
    Jakie to prawdziwe!

    OdpowiedzUsuń
  4. Macierzyństwo to kawał roboty. Wiem, bo mam córkę 10 - letnią. Ale za nic na świecie nie chciałabym tego stracić. To "coś" już zakorzeniło się w moim sercu, bez tego bym nie przezyła :)
    http://labarbetta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Zajrzyj do Life and Chill