Jej wybory


Wbrew pozorom dwulatka ma dużo do powiedzenia, choć nie zawsze musi to być dla nas, dorosłych zrozumiałe. Ma bardzo mocne poczucie własnego ja, własnej samodzielności i swoje zdanie, którego trzyma się mocno. Jest uparta i dobrze wie, czego chce (no dooobra, czasami wie). Szanuję jej wybory, a przynajmniej wtedy, kiedy wiem, że nie zrobi sobie nimi większej krzywdy. Ona wybiera co dzisiaj robimy, gdzie idziemy na spacer, bo w końcu robimy to dla niej. To ona ma mieć ubaw, więc dlaczego mam jej cokolwiek narzucać. Oczywiście nie jest też tak za każdym razem, kiedy wychodzimy z domu. Jak idziemy do sklepu, to idziemy do sklepu, i nie przez wszystkie okoliczne wioski i place zabaw.

Szanuję też jej wybory jeśli chodzi o ubrania. Czasem pozwalam jej wybrać całość- zwłaszcza w domu, wtedy nie muszę się martwić, że wyjdzie w kozakach na 30- stopniowy upał, albo założy trzy spódnice na raz (choć prawdą jest, że ostatnio na taki upał założyła na spacer kalosze). Więc po domu zazwyczaj chodzi w czym chce. Często jest to dość zabawny strój- dwie różne skarpety, japonki mamy i wspomniane już kilka spódnic koniecznie na leginsach. Ale kto dziecku zabroni? Ona się w tym czuje dobrze. Chyba nawet bardziej niż dobrze. Uwielbia się sama ubierać. No, może nie zawsze sama, bo czasem potrzebuje mojej pomocy w całym procesie naciągania na siebie tysiąca warstw ubrań, ale ma radochę ze swojego wyboru.

Nie jest też tak, że pozwalam jej na te wybory tylko w domu. Kiedy wychodzimy i musi się przebrać również daję jej pole do popisu. Mniejsze, ale jednak. Chcę, żeby wiedziała, żeby czuła, że ona też bierze w tym udział, a nie tylko biernie czeka i zgadza się na to co mama wybrała. Często pytam ją czy chce założyć sukienkę, czy spodnie, czy i jaką chce opaskę, lub bransoletkę. Czy zabiera ze sobą okulary, czy nie.

Dzięki temu buntowanie się przeciwko ubieraniu mamy w większym stopniu opanowane.
Dzisiejsza stylizacja jest z pozoru bardzo prosta- dżinsowe spodenki, biały t-shirt z frędzlami i pasujące do niego złote mokasyny również z frędzlami. Jednak głóną rolę odgrywają tu dodatki - słoneczna bransoletka od Zane i kwiatowy wianek- opaska. Dla ochrony oczu przed słońcem przeciwsłoneczne okulary, które obie z małą bardzo lubimy.

Uwielbiam te zdjęcia. Nie wiem, co w nich jest, ale stały się właśnie moimi ulubionymi. Cieszę się też bardzo z tego, że nie muszę za każdym razem szukać scenerii do zdjęć, bo ta wielka polana i lasek, który mamy zaraz pod domem, po drugiej stronie ulicy są idealne.































t-shirt - Mango
spodenki - Next 
opaska, okulary - 1982
bransoletka - Zane
butki - H&M

zdjecia - Nikon D5200

ETYKIETY: , , ,

Zobacz też:

9 komentarze

  1. w prostocie siła. No i piękne ujęcia :D

    OdpowiedzUsuń
  2. a mialam jeszcze napisać, że mi mama wyciągała ciuchy ojjj długi temat :P taka pedantka i chyba mi to zostało po niej :P

    OdpowiedzUsuń
  3. No u Steff sprawdza się metoda ograniczonego wyboru. Jak nie podpasuje jej jeden z dwóch strojów jakie dla niej przyszykowałam na wyjście, niestety jest klops bo wyciąga takie nieadekwatne do pogody ciuszki że łoj... Niby o gustach się nie dyskutuje ale Steff jeszcze się nie wprawiła ;) Czasem o założeniu danej rzeczy decyduje to czy akurat ma kieszenie, albo falbany ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ślicznie :) A mogę zapytać jaki.rozmiar bluzeczka ma Pani córeczka ?:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Te buty są boskie, choruję na nie, ale bez sensu o tej porze roku kupować :P słodziachna córcia, z którego jest miesiąca? My 24/9 :)

    zapraszamy do nas :) www.tiynteaspoon.com

    OdpowiedzUsuń

Zajrzyj do Life and Chill