Mama ma wychodne


Kiedy umawiałam się z Z. na kawę przeprowadziłam z D. taką rozmowę:

- Ale zabieracie ze sobą dzieci?
- Nie.
- Bez dzieci? To co z Was za matki?
- No, wyrodne.

Ja wiem, i on wie, że ja wiem, że to był żart. Przeraża jednak ilość osób, które myślą w ten sposób na poważnie. Jeszcze gorsze jest to jak wiele z nich to kobiety, matki.
Zawsze jednak znajdzie się jakiś odchył od normy. Jedni za takie uważają kobiety spełniające się, dbające o siebie i o własne dobre samopoczucie, inni te które nie widzą i nie mają innego świata niż ich dziecko.

Dzisiaj chciałabym się zająć tymi kobietami, które chciałyby od czasu do czasu wyjść z czterech ścian. Zrobić coś dla siebie, pójść do kosmetyczki, koleżanki, na imprezę, albo posiedzieć samotnie w parku na ławce i po prostu odetchnąć od codzienności.

Pierwsze wyjście bez dziecka jest zawsze ciężkie (mówię o takim dłuższym niż pół godziny, bo to żadne wyjście i nie o wizycie u lekarza), ale pocieszę Cię - z każdym następnym razem będzie łatwiej, bo przyzwyczaisz do tego siebie i dziecko.
Sama raczej późno wyszłam pierwszy raz , a to tylko dlatego, że D. całymi dniami nie było w domu, a jak już był to odsypiał. Poza tym Lidia była na piersi, nie chciała pić nawet mojego mleka z butelki, więc jakiekolwiek wyjście było podporządkowane przerwom między jednym a drugim karmieniem.

Poczucie winy
Pojawia się za każdym razem. U mnie do tej pory całkiem nie zniknęło. Co prawda zmniejszyło się do minimum, ale kiedy słyszę jej płacz, albo patrzę na machające rączki przemyka mi gdzieś z tyłu głowy myśl, że może powinnam zostać. Na szczęście ta myśl już zawsze przegrywa z chęcią wyrwania się z domu i pobycia po prostu mną. Nie matką, nie żoną - mną.
Ale rozumiem Cię, wiem, ze to ciężkie. Odpowiada za to przywiązanie do dziecka i silne uczucia. Boisz się, że ją/go skrzywdzisz i że wytknie Ci to za kilka lat opowiadając o traumie z dzieciństwa. Nic z tych rzeczy. Szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. Pamiętaj o tym.

Brak zaufania
Wszystkie wiemy, że nikt inny nie zajmie się naszym maleństwem tak dobrze jak my. To my wiemy w co się najbardziej lubi bawić, co lubi jeść, a czego pod żadnym pozorem nie wolno robić. Nie dopuszczamy do siebie myśli, że tata może się zająć naszą pociechą równie dobrze jak my, choć na swój sposób. Może nie wytrze małemu rączek pięć razy w ciągu godziny, ale za to poświęcą ten czas na grę w piłkę i doprowadzanie sąsiadów do szaleństwa. Może nie zrobi kąpieli z bąbelkami, ale opryskają łazienkę prysznicem bawiąc się dobrze podczas kąpieli. I może zje ten dżem na kolację, ale krzywda jej/mu się na pewno nie stanie.

Presja społeczeństwa
A może lepiej powinnam powiedzieć krytyka. Bo na pewno znajdą się tacy, którzy spróbują Ci wmówić, że źle robisz i jesteś wyrodną matką. Będą się odwoływać do Twojego sumienia i próbować wzbudzić w nim wyrzuty. Będą chcieli, żebyś przyznała im rację i kajała się na kolanach za krzywdy wyrządzone dziecku. Ale nie daj się zwariować. Niech oni żyją jak chcą. Niech zamykają się z dziećmi w czterech ścianach i wariują powoli z dnia na dzień. Niech oszukują wszystkich, że ich jedynym szczęściem są klocki i kredki. I niech obudzą się za kilka lat, kiedy ich oczko w głowie wyfrunie z gniazda, a oni zostaną z niczym. Z pustką. Sami.

ETYKIETY: , , , ,

Zobacz też:

2 komentarze

  1. Jeśli chodzi o wychodzenie bez Julki to nie mam z tym najmniejszego problemu . Jestem matką wiem , ale również jestem człowiekiem i czasem należy mi się odrobina odetchnienia . Jeśli chodzi o osoby które w pędzają w poczucie winy z każdego najmniejszego powodu , w którym jestem przeciwko swojemu dziecku - czyli nie pozwalam jej czegoś - to mam taką niestety i to bardzo blisko siebie i jeszcze gorsze niestety że to dla Julki ktoś bliski i nie mogę zerwać z tą osobą kontaktu .

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla zdrowia całej rodziny razem i każdego jej członka z osobna, mama powinna wyjść od czasu do czasu sama. Inaczej zwariuje. Albo rodzina z nią zwariuje. Kocham Bubinka ponad wszystko, ale nie czuję wyrzutów sumienia kiedy wychodzę sama. Mnie też należy się chwila wytchnienia od opieki, prania i sprzątania. A teraz, dzięki temu, że nie wychodzę sama tak często ,w końcu dane mi jest docenić drobiazgi. Na przykład rozwijające się listki czy przemiły uśmiech pani z kawiarni - i mówię dosłownie a nie w przenośni :)

    OdpowiedzUsuń

Zajrzyj do Life and Chill