O otaczaniu słowami, czyli z dwulatką u logopedy


Od jakiegoś czasu bardzo nas martwi rozwój mowy u Lidii. Cały czas wydawało nam się, że te pojedyncze słowa wychodzące z jej ust to za mało jak na jej wiek. Nasze zmartwienie lekko łagodziły słowa znajomych i rodziny, że mała ma jeszcze czas i fakt, że rozumie wszystko co do niej mówimy. W związku z tym odwlekaliśmy wizytę u logopedy w nadziei, że któregoś dnia po prostu zasypie nas słowami. Niestety do tej pory nic takiego się nie wydarzyło. Dlatego podczas ostatniego pobytu w Polsce postanowiliśmy jednak udać się do logopedy.

Z wizyty jestem średnio (żeby nie powiedzieć mało) zadowolona. Postawiliśmy na prywatny gabinet licząc na bardziej profesjonalne podejście do pacjenta. Czy było bardziej profesjonalnie? Chyba nie. Postanowiłam jednak opisać naszą krótką przygodę z logopedą w nadziei na to, że ktoś wysunie z niej jakieś wnioski lub zwyczajnie mu się ten tekst przyda.

Przebieg wizyty

Byłam nastawiona na co najmniej godzinne posiedzenie, a okazało się, że trwało ono 15-20 minut. Już w drzwiach D. został zawrócony do poczekalni, ponieważ dzieci podobno bardziej się krępują w obecności obojga rodziców. Następnie wyjaśniłam powód naszej wizyty i odpowiedziałam na kilka pytań, między innymi o to jakie czytami książki i jak wygląda kwestia skupienia u Lidii. Odpowiedziałam, że przy czytaniu książek ciężko jej się skupić, ale już przy pracach manualnych, jak chociażby malowanie potrafi siedzieć godzinami. W odpowiedzi usłyszałam, że Lidia ma bardzo słabą koncentrację. Przyjęłam to z lekkim zdziwieniem.
Następnie Pani wyciągnęła karty - na każdej było po 12 różnych obrazków. Prosiła małą, żeby pokazywała obrazki, które ona nazywa. Po pokazaniu kapelusza Lidia zmieniła kartę. Na kolejne pytania o kota i drzwi odwracała głowę. Wyraźnie jej taka zabawa nie odpowiadała. Zaznaczę tu, że doskonale wie, co to kot i drzwi. Po tej krótkiej "zabawie" Pani wytłumaczyła, że na każdej karcie Lidia powinna pokazać 4-5 obrazków, a pokazała jeden, dzięki czemu wysunęła wnioski, że mała ma bardzo ubogi słownik bierny, więc nie ma na czym budować słownika czynnego, czyli ubierania wyrazów w słowa. To był koniec zajmowania się pacjentem. Z całej wizyty Pani logopeda poświęciła dziecku całe pięć minut. Głównie zajmowała się rozmową ze mną. Albo raczej swoim monologiem.

Jak postępować?

Dziecko trzeba otaczać słowami. Mądrze i intensywnie. Nam, rodzicom wydaje się, że jeśli całymi dniami mówimy i staramy się dzieciom jak najczęściej czytać, to załatwia nam całą sprawę. I z niektórymi dziećmi rzeczywiście może się to udać. Ale resztę trzeba ciągle stymulować.
Kilka rad od logopedy:
- mówimy jak do osoby starszej - głośno, wolno i wyraźnie, starając się odpowiednio układać przy tym usta
- opisujemy wykonywane przez siebie czynności - "mama obiera cebulę", "tata naprawia stół"
- czytając książki nie skupiamy się jedynie na ich treści, ale pokazujemy sobie i omawiamy obrazki, odpowiadamy kiedy dziecko zadaje o nie pytania i sami je zadajemy - "A co to jest? Miś? Gdzie miś ma oko?"
- podczas sprzątania zabawek nazywamy je i ich części
- bawimy się w wybieranie przedmiotów - kładziemy przed dzieckiem np. pięć rzeczy i prosimy żeby wybrało z nich jedną nazwaną przez nas
- nie wystarczy powiedzieć słowa raz, ale trzeba dziecko tym słowem otoczyć z każdej strony - "To jest miś. Pokaż, gdzie jest miś? Powiedz miś."
- chwalimy - nawet gdy wypowie połowę słowa chwalimy za podjęcie próby
- ćwiczymy zawsze i wszędzie, przy każdej czynności - ubierając się, kąpiąc, bawiąc.

Moje odczucia

Wyszłam z gabinetu dość rozczarowana. Co prawda miałam w głowie te wszystkie rady, ale nie odpowiadał mi sposób w jaki się nami zajęto. Lidia za to była znudzona i poirytowana. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie tą wizytę. Nie od dziś wiadomo, że do pracy z dzieckiem trzeba zdobyć jego zaufanie, przychylność, sympatię. A najlepiej zrobić to podczas zabawy. Myślałam, że usiądziemy w luźnej atmosferze, Pani wyciągnie zabawki (które przez cały czas leżały na półce- nie wiem po co w takim razie) i dopiero zacznie rozmawiać z Lidią. Stało się jednak inaczej. Siedziałyśmy na przeciwko siebie przedzielone stołem, ja z małą na kolanach, trzymając ją, żeby nie uciekła. W takiej sytuacji, przy obcej osobie dziecko nie będzie tak z marszu współpracować, nie oszukujmy się.
Nie wszystkie słowa Pani logopedy wzięłam sobie do serca. Jej rady oczywiście tak, ale twierdzenie o kiepskiej koncentracji, czy prawie zerowym słowniku biernym są wg mnie głęboko przesadzone. Wydaje mi się, że nie można wysunąć takich wniosków po pięciu minutach "pracy" z dopiero co poznanym dzieckiem.

Oczywiście stosujemy się do zaleceń i chcemy wciąż rozwijać koncentrację Lidii. Trochę pracy przed nami, ale mam nadzieję, że niedługo usłyszymy pierwsze efekty.

Na koniec chcę Wam przedstawić 'wytyczne', którymi posiłkowała się Pani logopeda i które dostałam na koniec wizyty.

Mowa:

2 lata:
- używa swojego imienia
- mówi dwuwyrazowe zdania
- śpiewa parę słów do wtóru piosenki
- wymawia właściwie wiele głosek, lecz nie wszystkie.

2,5 lat:
- podaje swoje imię i nazwisko
- używa ponad 200 rozpoznawalnych słów
- nieustannie zadaje pytania: "co, gdzie?"
- używa zaimków "ja", "mi", "my".

Rozumienie:

2 lata:
- potrafi pokazać pięć części ciała
- słucha krótkich opowieści
- rozumie wiele złożonych zdań
- potrafi skojarzyć zwierzęta z wydawanymi przez nie głosami
- rozpoznaje obrazki i potrafi je nazwać.

2,5 lat:
- lubi słuchać znanych bajek
- poproszone, potrafi wybrać prawidłowy z pięciu przedmiotów.

ETYKIETY: , , ,

Zobacz też:

6 komentarze

  1. Hahaha, ciekawe, co powiedziałaby o koncentracji Gutka ;) Denerwuje mnie taka fachowa pomoc. Człowiek się martwi, zastanawia, liczy na profesjonalną wiedzę, indywidualne (odpowiednie) podejście do pacjenta. Już nawet nie chodzi o to, że wybuli za taką wizytę kasę, a otrzymuje formułki, które samemu można przeczytac w internecie. Nie mówie, że cała wizyta była zła, ale coś takiego nie rozwiewa wątpliwości. A ja się zastanawiam, czy nas też nie czeka taka wizyta. Z.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo duzo jest teraz bylejakości. ..Byle jakie studia uzupełniające szczegolnie kierunki pedagogiczne ,ktorych jest przesyt.Jak jestes polonistą to dorob logopedie, jak matematykiem -fizyke,jak po INŻYNIERII srodowiska zrob kurs pedagogiczny i bedziesz nauczycielem chemii itd.Technologia zywienia -dietetyk 😃😃😃Logopedia jest teraz w modzie.Z mojego otoczenia juz pare osob ja sobie doRobilo.
    Sandra.Wkurzylabym sie i powiedziałabym o tym pseudologopedzie. Nie wziela nawet pod uwage ze Lidia jest dwujezyczna.
    Mam nadzieje ze tym razem sie uda dodac komentarz.Dam znac jak poszło 😃 Tez sie wybieram z Juniorem.Sepleni dosc mocno.Co gorsza nie zawsze wymawia L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego że niewiele mamy tu dzieci w jej wieku, które chciałyby się z nią bawić i że jeszcze nie poszła do przedszkola też nie. Mam nadzieję, że Wy lepiej traficie.

      Usuń
  3. No poświęcenie dziecku "pięciu minut" przez takiego "specjalistę" to rzeczywiście zdecydowanie za mało..
    No ale nic, musisz ćwiczyć z małą, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Może staraj się przebywać jak najwięcej w miejscach, gdzie są inne dzieci, niech chociaż osłuchuje się z tym, jak one mówią..

    OdpowiedzUsuń
  4. Nic tak nie rozwija dziecka jak kontakt z innym dzieckiem więc trzeba szukać przedszkola czy choćby jakiegoś miejsca gdzie spotykają się matki z dziećmi w podobnym czy nawet starszym nieco wieku. Potrzeba gadania daje więcej niż trucie rodziców :P

    OdpowiedzUsuń
  5. http://figlujemy.blogspot.com/2015/06/7-zabaw-oddechowych-usprawniajacych-mowe.html?m=1 fajne ćwiczenia wrzuciła moja znajoma. Pamiętam ,że z Igorem też ćwiczyłam ,bo on bardzo późno mówił. W sumie dopiero jak poszedł do przedszkola to się rozgadał co było dla mnie szokiem gdyż Laura nadawała od rana do nocy od czasu jego narodzin czyli jak miała jakieś 1,5 roku.

    OdpowiedzUsuń

Zajrzyj do Life and Chill