Zoo


Miesiąc temu, korzystając z urlopu D. postanowiliśmy zabrać znajomych pod pachę i zwiedzić nasze Zoo. Ostatnim razem, a za pierwszym razem Lidki odwiedziliśmy nasze prawie rodzime opolskie zoo (tu), z którego jak przypuszczam Lidia mało pamięta, bo i zainteresowania większego z jej strony nie było. No więc, że nieomal zbrodnią byłoby nie odwiedzić zoo, kiedy ma się je prawie pod nosem postanowiliśmy sprawdzić jak tym razem zareaguje na taką wyprawę nasze dziecko. Śmiejąc się z Z., że będziemy biec za dzieciakami przez Zoo i modląc się, aby biegły chociaż w tym samym kierunku. I powiem Wam, że rzeczywiście zdarzało się, że biegli w tę samą stronę.
Na samym początku Lidia nie wiedzieć czemu i na kogo strasznie się obraziła, jednak prędko jej przeszło, kiedy tylko spostrzegła rozciągającą się przed nią przestrzeń do biegania i mnogość drzwi, które mogła (lub nie) otwierać. Skłamałabym, gdyby powiedziała, że nie wykazywała żadnego zainteresowania zwierzętami, ale przeważnie kończyło się to rzutem oka, "wow" i biegiem dalej. A najbardziej interesujące okazały się automaty wydające pokarm dla kaczek.
Chyba nie zwiedziliśmy całego zoo, a już na pewno było by to zwiedzanie dłuższe, gdyby nie deszcz, ktory lał nam się co chwilę na głowy (ku uciesze maluchów oczywiście). Oprócz kaczek dzieciaki nie miały też możliwości nakarmienia kozy czy obcowania z innymi zwierzętami w mini zoo, które wiem że jest, ale z powodu deszczu tam nie dotarliśmy.

Wizytę w Zoo zaliczam do udanych. Każde wyjście, które sprawia dzieciom radość i pozwala rodzicom solidaryzować się z innymi ludźmi zawsze trzeba zapisać na plus. Jednak na większe zainteresowanie zwierzętami i bardziej świadome wycieczki po Zoo jeszcze poczekamy.

























ETYKIETY: , , , ,

Zobacz też:

0 komentarze

Zajrzyj do Life and Chill