Memory na 3 sposoby


Ładna pogoda coraz częściej zaczyna do nas zaglądać. Dlatego też, zamiast siedzieć zamknięte w czterech ścianach wolimy spędzać czas na dworze. Szczęście, że mamy gdzie, bo po drugiej stronie ulicy mamy przeogromną polanę, lasek, rzekę. Jest gdzie się wybiegać i jest gdzie posiedzieć na kocu. Ostatnio zaczęłyśmy właśnie uprawiać takie kocykowanie. Zabieramy więc ze sobą koc, picie, małe przekąski i coś co umili nam ten czas, czyli musowo kartki, kredki, kolorowanki i jakieś gry. Wczoraj właśnie podczas takiego kocykowania, oprócz tony innych zabawek, które nieszczęsna matka musiała taszczyć zabrałyśmy ze sobą memory. Lubię memory same w sobie. Dobrze wykonane mają naprawdę wiele zastosowań i znakomicie rozwijają pamięć, spostrzegawczość i koncentrację. Jakiś czas temu sprezentowałam Lidce memory jakiejś niemieckiej firmy. Ładne. Ale małe i bardzo kolorowe. Myślałam, że dzięki kolorom bardziej się Lidii spodobają, ale zdecydowanie trudniej jest się jej skoncentrować nad czymś co bije po oczach kolorami. Ucieszyłam się, kiedy w nasze ręce wpadły memory Kapitana Nauka. Duże karty, obrazki (w tym wypadku zwierzęta) na białym tle, które nie rozprasza uwagi i niewielkie różnice w obrazkach - to sprawia, że memory staje się ciekawsze, ale nie za trudne i można w nie grać na kilka sposobów.

Te trzy główne są przeznaczone dla dzieci w różnym wieku i o różnym stopniu opanowania takiej zabawy. Pierwszy wariant (dzieci 2+) to ten najbardziej podstawowy - zwyczajne memory, czyli szukanie par, każdy wie, jak w nie grać. Drugi wariant (dzieci 4+, choć niektóre trzylatki też dadzą sobie z nim radę) polega na tym, aby oprócz odnalezienia pary zwierząt wskazać przynajmniej jedną z trzech różnic ukrytych na obrazkach. Natomiast wariant trzeci (dzieci 6+) nastawiony jest na szybkość - kiedy gracz znajdzie parę zwierząt zadaniem wszystkich uczestników gry jest jak najszybsze wskazanie różnic na obrazkach. Ten, kto zrobi to pierwszy zabiera karty.

Zawsze wiedziałam, że memory to bardzo dobra, rozwijająca gra, ale właściwie nigdy nie myślałam, że można w niej ukryć kilka wariantów. Ogromny plus za proste ilustracje i wielkość kart, z którymi poradzą sobie nawet małe rączki. Dodatkowo uczymy się z Lidią rozpoznawać i nazywać różne zwierzęta i kolory, którymi się różnią (Kapitan Nauka posiada też memory "Co robimy?" dzięki którym dzieci uczą się nazywania codziennych czynności). A w naszej terapii logopedycznej memory to niezbędna rzecz.


























memory - Kapitan Nauka

kocyk - Lilu

Lidia ma na sobie:
bluzka - Biana & Mama (kolekcja sprzed roku)
sukienka - Nosweet (kolekcja sprzed dwóch lat)
spinka - H&M (zeszły rok)

ETYKIETY: , , , , , ,

Zobacz też:

0 komentarze

Zajrzyj do Life and Chill