Wybacz, ale uwielbiam oglądać histerie Twojego dziecka


Zawsze kiedy myślisz, że udało Ci się zrobić zakupy. Zawsze kiedy jesteś w największym tłumie. Zawsze wtedy, kiedy właśnie nie jest potrzebna. Przychodzi ONA. Nazwij ją jak chcesz - histeria, awantura. Twoje kochane dziecko zamienia się w małego potworka. Wykrzywia się, krzyczy, płacze, piszczy, rzuca rzeczami, rzuca się na ziemię, kopie, bije. Wiem. Znam to. Znam to uczucie, kiedy wiesz, że każdy w koło patrzy, ocenia, jedni się śmieją, inni krzywią zdegustowani, jeszcze inni próbują Ci "pomóc" (o zgrozo!), a kolejni nie wiedzą sami co powinni o tym myśleć. I patrzą, oni wszyscy patrzą na Twoją czerwoną z zażenowania twarz i marne próby uspokojenia mini Godzilli. W końcu bierzesz pod pachę i biegniesz sprintem prosto do domu, patrząc pod nogi, bo nie chcesz już widzieć tych spojrzeń. I w myślach wyrzucasz im wszystkim, że patrzą tak za każdym razem, jakby nie mogli zostawić Was i waszej walki w spokoju.

A teraz Ci coś powiem. Chociaż już Ci właśnie powiedziałam, tam wyżej, tymi dużymi literami. Uwielbiam patrzeć na Twoje awanturujące się dziecko. I nie miej mi tego za złe. Nie oceniam Cię wtedy, wiem co przeżywasz, oj jak dobrze ja to wiem! Mam do tego bardzo banalne powody - widzę wtedy, że nie jestem sama, a czasem uświadamiam sobie po prostu, że wcale nie mam jeszcze tak źle. 
Bo wiesz, czasem czuję się beznadziejną matką, czasem macierzyństwo mnie przerasta, przytłacza. Właśnie w takich sytuacjach. Albo kiedy moje dziecko, żeby zrobić mi na złość (tfu! przecież dzieci nie są złośliwe) krzyczy jakby je ktoś ćwiartował na żywo, a ściany w bloku tak bardzo cienkie. Kiedy wszędzie wokół widzę idealne rodzinki, dzieci idące za rączkę, uśmiechające się, a ja mijam ich biegnąc za dzieckiem, które z wrzaskiem wbiega samotnie na ulicę, żeby pokazać mi, że jest zła to czasem szlag mnie trafia. I sobie pluję w brodę, że wciąż coś robię źle, że nie potrafię wychować swojego dziecka i że zawodzę na całej linii. 

Lubię więc słyszeć krzyk Twojego dziecka, które awanturuje się, bo dżem jagodowy nie jest zielony w żółte kropki, lubię widzieć, że Twoje dziecko rzuca się na ziemię, wymachuje pięściami, wystawia język przechodniom. Widzę Twoje zażenowanie, zdenerwowanie, niecierpliwość, a czasem łzy w oczach. I czuję, że jesteś moją bratnią duszą. Mam ochotę podejść i przytulić Cię chociaż wcale się nie znamy. Dać Ci znać, że to minie i że będzie lepiej. I lubię słyszeć krzyki bliźniaków z góry, z którymi biedni rodzice już pewnie sami nie wiedzą co mają robić. Bo choć czasem aż głowa od nich pęka powtarzam sobie tylko "jest ktoś, kto ma gorzej".

Więc wybacz mi, jeśli kiedyś zauważysz mnie w tłumie gapiów, kiedy Twoje dziecko będzie szaleć. Nie oceniam Cię. Wręcz przeciwnie. Poprawiacie mi dzień.

ETYKIETY: , , , ,

Zobacz też:

0 komentarze

Zajrzyj do Life and Chill