3 razy Babaryba i Hervé Tullet


Zadziwiają mnie niezmiennie książki Hervé Tullet-a. W większości właściwie dlatego, że [przynajmniej na pierwszy rzut oka] nic tam nie ma. Żadnej umoralniającej historii, czy wielkich przygód bohaterów. Nie są to książki, przy których można spokojnie usiąść i zanurzyć się w opowieści. To książki bardzo proste, wręcz banalne. Przyznam się, że właściwie nie zawiesiłabym na nich oka na dłużej, bo nie przyciągają mnie, jako dorosłego właściwie niczym. I chyba w tym cały szkopuł, one po prostu nie mają za zadanie zaciekawić dorosłego, ale dziecko. Mają je przyciągnąć, zachęcić i zaangażować możliwie jak najbardziej w zabawę, bo właściwie nie mogłabym nawet nazwać tej czynności czytaniem. I robią to genialnie! No wyobraźcie sobie, że kilka kropek na białej kartce może szalenie zainteresować dziecko! No, może oprócz Turlututu, tam jednak dzieje się trochę więcej. 

Dzisiaj chcę Wam przedstawić trzy książeczki, które są u nas w ciągłym obiegu. Dwie pierwsze głównie przez Lidię samą, bo często siada sobie gdzieś w kącie i wodzi paluszkami po kartkach, dmucha, chucha i przewraca je na wszystkie strony.

Naciśnij mnie

Jak sama nazwa mówi - będzie o naciskaniu. Kropki żółtej, czerwonej i niebieskiej. Ale też o pocieraniu - raz jeden, lub razy pięć. Będzie potrząsanie i przekręcanie, a kropki rozmnożone przez wcześniejsze pocieranie będą skakać, mieszać się i uciekać na boki. Będziemy dmuchać, żeby zdmuchnąć czarną plamę i klaskać - raz, dwa razy, trzy i ile tylko dusza zapragnie, a z każdym klaśnięciem kropki będą coraz większe i większe, aż w końcu tym całym klaskaniem zwiększymy kropki tak, że zostanie tylko jedna wielka plama. A później? Możemy zagrać raz jeszcze. Ale może tym razem od końca?








Figle migle

I znów witamy się z żółtą kropką. Pomagamy jej skakać z kąta w kąt, a potem zabieramy na spacer. Najpierw wodząc paluszkiem po zwykłej czarnej linii, potem po pagórkach i górach - w górę i w dół, coraz szybciej i szybciej, wchodząc w większe i ostrzejsze zakręty. W końcu zabierzemy naszą kropkę na diabelski młyn, który szybko zmieni swoje kolory. Pobawimy się z nią w chowanego i razem wejdziemy do strasznego, ciemnego tunelu, z którego zaraz będziemy uciekać na paluszkach. Zabawimy się też w czarodzieja znikając kropkę a potem ją pojawiając. A oprócz wędrówki paluszkiem nauczymy się liczyć do dziesięciu i rozpoznawać niektóre kolory.








Turlututu i magiczne przygody

Turlututu kojarzy mi się po pierwsze z łamaniem sobie języka. Ten przedziwny stworek za każdym razem prosi nas o wypowiadanie bardzo dziwnych słów (jak np. lulupop, czy athakabuum), które są magicznymi zaklęciami. Tym razem poznamy jego planetę i sprawimy, że będzie niewidzialny, a nawet wyczarujemy z nim kolorowe fajerwerki. Zagramy też w Turlututu rozkazuje - grę podczas której będziemy się łaskotać, robić śmieszne miny, tulić i... ciągnąć za włosy (ale delikatnie!) Zbadamy i wyleczymy Turlututu łakomczucha, który opchał się lodami i cierpi z powodu bólu brzuszka. Pomożemy mu też dotrzeć na randkę z Tarlatatą, na którą się spóźnia i wybierzemy kolor, w którym jest mu najbardziej do twarzy. Na sam koniec możemy nawet pokolorować naszego bohatera.





















Co myślicie o Hervé Tullet? Macie już książeczki jego autorstwa? Może zadziwiają Was tak samo jak mnie, ale za to przypadły do gustu Waszym dzieciom? Podzielcie się Waszymi spostrzeżeniami w komentarzu, chętnie poznam Wasze zdanie.

ETYKIETY: , , , , , , , ,

Zobacz też:

0 komentarze

Zajrzyj do Life and Chill