Klasyka dziecięcej biblioteki - wiersze Brzechwy oraz biaśnie i legendy polskie


W naszej biblioteczce jest wiele książek, które z Polską mają niewiele wspólnego, oprócz tego, że zostały na nasz język przetłumaczone i wydane przez polskie wydawnictwo. Coś niedobrego dzieje się z naszą polską kulturą, która w napływie zagranicznej mody na wszystko tak na prawdę, jest odsuwana gdzieś na dalszy plan. Może zdziwicie się, że ja, mieszkając za granicą tak się na to oburzam. Fakt, wyjechaliśmy z Polski, ale nasza polskość to dla nas świętość, której nie zamierzamy zatracić. No, przynajmniej ja, i na pewno nie pozwolę na to swojemu dziecku. Tak jak mocno naciskam u Lidii na język polski, tak mocno naciskać będę na polską historię i tradycję. Uważam, że wstydem byłoby, gdyby jej nie znała. 
Oczywiście z małym dzieckiem zaczyna się od małych kroków, nie muszę opowiadać czterolatce historii Polski, z której pewnie niewiele by jeszcze zrozumiała, ale mogę za to wprowadzić do naszej biblioteczki trochę polskiej literatury.

Ostatnio podczas naszego wyjazdu wpadły mi w ręce dwie książki. Książki o zawartości znanej przez nas wszystkich, książki które powinny się znaleźć w każdym polskim domu. I właśnie je pokrótce Wam dzisiaj przedstawię. Ja pamiętam je z dzieciństwa (oczywiście w innych wydaniach, ale wciąż) i bardzo się cieszę, że aktualnie posiada je moje dziecko i razem ze mną śmieje się, lub uważnie słucha (tak, tak, nadszedł już ten czas, kiedy mała rozumie, że dana książka wymaga odrobiny więcej skupienia).


wyd. Nasza Księgarnia
ilustrował Artur Gulewicz


Samochwała, Na straganie, Kaczka-dziwaczka, Enliczek-Pentliczek. I tak dalej i tak dalej. Wymieniać mogłabym długo. Do dziś pamiętam moją siostrę recytującą "Było sobie raz jajko mądrzejsze od kury. Kura wyłaaaaazi ze skóry...", Entliczka-pentliczka wciąż używam do wyliczanek i z chęcią śpiewam małej Kaczkę-dziwaczkę. Uwielbiam Brzechwę, uwielbiały go dzieci przede mną i mam nadzieję, że będą go uwielbiać jeszcze długo. Jego wiersze są zabawne, proste, czasem trochę jak stworzone przez samo dziecko, nielogiczne, pełnie wymyślonych, niemożliwych postaci, miejsc, czy zdarzeń i bardzo melodyjne. Ich wspaniałą wartością jest jeszcze to, że niosą ze sobą wspomnienia dzieciństwa i będą przekazywane dalej i dalej, bo mam nadzieję, że moja córka przeczyta je swoim dzieciom, a one swoim.
Tomik, który posiadamy jest dość spory, ale w końcu musiał pomieścić tyle dzieł, więc jego grubość można mu wybaczyć. Opatrzony jest wspaniałymi ilustracjami bardzo do Brzechwy pasującymi. 















wyd. Nasza Księgarnia
ilustrował Mirosław Tokarczyk


A teraz jakże inna od lekkich i radosnych wierszyków Brzechwy lektura. Poważna, zdecydowanie bardziej niż poprzednie bajdurzenie i pisana już nie tym samym językiem. Jednak lektura, bez której ani rusz, bo to nasze legendy, nasze dziedzictwo przecież. Z legendami tak to bywa, że trzeba mieć na nie chwilę i trzeba do nich dojrzeć. Oczywiście z legendami w takiej formie, jaką Wam tutaj pokazuję, bo choć możecie zobaczyć, że trochę obrazków w tomiku znajdziecie, to już język, którym został napisany nie jest łatwy, zwłaszcza dla dziecka. Myślałam właściwie, że będzie to jeszcze za trudna lektura dla czterolatki, ale po przeczytaniu pierwszej legendy w ciszy i skupieniu zostałam poproszona o przeczytanie następnej i jeszcze kolejnej. 
W tym tomie znajdziemy 51 legend warszawskich, krakowskich, poznańskich, znad Wigier oraz baśnie śląskie. Opowieści o Warsie i Sawie, księciu Popielu, Szewczyku Dratewce. Historie o skarbach, rycerzach, smokach i wielu innych baśniowych stworach. Przypomnimy sobie legendy, które już znamy, a może nawet damy się zaskoczyć takimi, których jeszcze nie słyszeliśmy.
To książka na lata, zarówno dla małych jak i dla dużych.













A jak to jest u Was? Znajdziecie na półkach jakieś klasyki?

ETYKIETY: , , , , ,

Zobacz też:

0 komentarze

Zajrzyj do Life and Chill