Powiew wiosny w pierwszym plenerze z nowym obiektywem


Stęskniliście się troszkę za nami? Powiedzcie, że tak! I że nie zapomnieliście przez naszą nieobecność. Wiem, że ostatnio jest nas bardzo mało, ale cóż poradzić. Zmęczenie materiału daje ciągle o sobie znać. Nie mogę się ogarnąć ani zorganizować, wciąż jestem senna i zmęczona i nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Może Wy macie jakieś sposoby? Mrugam i budzę się za trzy godziny, nie pamiętając, kiedy zasnęłam! Podobnie jest z Lidią, aż czasami mam wrażenie, że ktoś nam wpuszcza do mieszkania gaz usypiający. Mam nadzieję, że duży wkład ma w to deszczowa ostatnio pogoda i liczę, że kiedy w końcu słońce wyjrzy zza chmur, poczuję się lepiej, wstąpi we mnie więcej siły. Zrobiło się już zdecydowanie cieplej, coraz częściej słychać śpiew ptaków, choć to jeszcze luty i zima może nas wciąż zaskoczyć w każdej chwili. Żywię jednak wielką nadzieję, że powoli już odpuszcza i z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień będzie coraz lepiej i coraz ładniej. Wiem, pisałam, że lubię zimę, ale do wszystkiego cierpliwość kiedyś się kończy. Tak więc i ja zaczynam mieć jej dość i z utęsknieniem wypatruję pierwszych pąków i ciepłych promieni słonecznych. Najwyższa pora zrzucić grube kurtki i ciepłe buty i przejść się po zielonej trawie.

Niosę Wam więc dzisiaj lekki powiew wiosny, który powoli zaczynam wyczuwać w powietrzu. Nie wiem, czy będziecie w stanie dostrzec go na zdjęciach, ale udało nam się upolować jeden dzień, który nie przytłaczał swoją szarością, a więc był idealną okazją do przetestowania nowego obiektywu w plenerze. Nie chwaliłam Wam się tu jeszcze, zrobiłam to tylko na Instagramie (jeśli nie ma nas tu, to bardzo możliwe, że jesteśmy tam), więc tym, którzy nas tam nie obserwują, powiem, że ostatnio spełniło się jedno z moich małych marzeń i w prezencie urodzinowym dostałam nowy obiektyw. Pokochałam go oczywiście od pierwszego zdjęcia! Tyle na niego czekałam, że nie mogło być inaczej. Na początku testowałam go tylko w domu, nie chcąc zabierać swojego nowego skarbu w niepewne warunki pogodowe i oczarował mnie kompletnie. Bo to właściwie był pierwszy powód, dla którego tak bardzo chciałam go mieć - jaśniejszy obiektyw do zdjęć w trudniejszych warunkach. 
Wciąż się go uczę, wciąż go poznaję. Bywa, że wiele zdjęć mi nie wychodzi, bo do tej pory byłam przyzwyczajona do zupełnie innego, ciemnego obiektywu z zoomem. Miałam opracowane w głowie wszystkie ustawienia i nie bardzo musiałam się martwić o odległość 'obiektu' od obiektywu (bo to się przybliży, a tamto oddali). Nowy (50 mm f/1.8) wymaga więc ode mnie lepszego poznania go i spędzenia z nim trochę czasu.

A teraz zapraszam Was na efekty naszego pierwszego pleneru z moim nowym 'dzieckiem'.

















futerko, czapka, spodnie, buty - H&M

ETYKIETY: , ,

Zobacz też:

0 komentarze

Zajrzyj do Life and Chill